Archive for November, 2004

Ogień w szpitalu

Friday, November 26th, 2004

Źle działający piec olejowy spowodował pożar w klinice hematologii przy ul. Bujwida

Strażacy musieli ewakuować pięcioro małych pacjentów Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej. Przed południem w sąsiadującym z nią budynku przy ul. Bujwida wybuchł groźny pożar

Ogień wybuchł za ścianą sali, w której przebywały dzieci.
- W pomieszczeniu unosił się ostry, gryzący i gęsty dym. Dzieci wpadły w panikę. My też bardzo się przestraszyliśmy – opowiada prof. Alicja Chybicka, kierownik kliniki hematologii. Strażacy i lekarze przenieśli dzieci do innych pomieszczeń.
Nikomu nic się nie stało. Na miejscu czekały jednak karetki pogotowia, gotowe w każdej chwili przewieźć małych pacjentów do innych szpitali.
- Aż strach pomyśleć, co by się działo, gdyby zaszła konieczność ewakuacji dzieci poza klinikę – mówi Chybicka.
Leży tam 75 młodych pacjentów. Dwadzieścioro z nich przebywa na oddziale poprzeszczepowym. Muszą leżeć w sterylnych warunkach, z ciągłym nawiewem czystego powietrza. Ich ewakuacja byłaby niezwykle trudna i niebezpieczna.
Wielu potrzebuje stałego dostępu sterylnego powietrza. Nie mogą opuszczać szpitalnych pomieszczeń.
Pożar wybuchł w pracowni komputerowej na poddaszu sąsiadującego z kliniką Zakładu Farmakologii Klinicznej Akademii Medycznej we Wrocławiu. Jego przyczyny bada specjalna komisja. Nieoficjalnie wiadomo, że dziś pracownicy zakładu po raz pierwszy włączyli w pracowni piec olejowy. Zostawili go bez opieki.
- Wszystko wskazuje na to, że to właśnie wadliwie działająca instalacja elektryczna stała się przyczyną nieszczęścia – mówi młodszy brygadier Dariusz Kopa z wrocławskiej straży pożarnej.
Z ogniem walczyło sześć zastępów strażaków
– Pożar udało się szybko opanować, ale mogło skończyć się to znacznie tragiczniej – podkreśla Kopa.
- Paliło się duże pomieszczenie, w którym znajdowało się wiele łatwopalnych materiałów. Płomienie wydobywały się przez okna, zagrożone były stropy. Pod wpływem temperatury w sali pękały szyby. W klinice było mnóstwo dymu, to znacznie utrudniało akcję – opowiadają strażacy.
- Całe szczęście, że straż pożarna sąsiaduje z naszym budynkiem. Zjawiła się natychmiast. Dwie minuty po naszym telefonie gasili już ogień – opowiada profesor Chybicka.
Straty nie są jeszcze znane. Mali pacjenci nie będą mogli na razie wrócić do swojej sali. Była bardzo mocno zadymiona.

Lekarze podkreślają, że straż pożarna zjawiła się na miejscu błyskawicznie. Sąsiadują z budynkiem kliniki. Dwie minuty po zgłoszeniu już gasili ogień.

Autor artykułu: Michał Gigołła

Zeznawali mieszkańcy

Friday, November 26th, 2004

Proces pseudokibica oskarżonego o zabójstwo podczas bitwy na ul. Grabiszyńskiej

Wrocławski sąd zwolnił wczoraj z obowiązku składania zeznań matkę Mariusza P., zmarłego od ciosów nożem zadanych podczas bójki chuliganów na ul. Grabiszyńskiej sympatyka Arki Gdynia. Do tragedii doszło w marcu 2003 r.Kobieta do dziś nie może dojść do siebie i pozostaje pod ciągłą opieką lekarzy.
Sąd odczytał tylko zeznania jakie złożyła w postępowaniu przygotowawczym.
Kobieta nie wiedziała, że jej syn pojechał na ustawkę czyli bójkę pseudokibiców, do Wrocławia. O wszystkim dowiedziała się od sąsiadów, którzy oglądali telewizyjną relację z zajść. Natychmiast zaczęła dzwonić do wrocławskich szpitali. Dowiedziała się tylko że jej syn został do jednego z nich przyjęty. Dopiero później policjanci powiedzieli jej, że zmarł od ciosów zadanych nożem.
Przed sądem zeznawali mieszkańcy ul. Grabiszyńskiej, którzy widzieli uliczną bitwę z okien swych mieszkań i motorniczowie, którzy w trakcie jej trwania jechali tamtędy tramwajem.
- Widziałem chłopaka z Arki na rogu Grabiszyńskiej i Żelaznej. Krwawił. A jak zszedłem na dół widziałem człowieka, który leżał – mówił jeden ze świadków.
Pretekstem do ustawki był mecz piłki nożnej między Śląskiem Wrocław a Arką Gdynia. Chuligani umawiali się przez internet. Na bójkę zjechało się kilkuset mężczyzn z całej Polski, sympatyzujących z jedną bądź drugą drużyną. Żadna z zeznających wczoraj osób nie rozpoznała siedzącego na ławie oskarżonych Tomasza P. jako uczestnika bójki. Ale przypomnijmy, że ten na poprzedniej rozprawie przyznał się do zadania śmiertelnego ciosu.

Autor artykułu: (KAM)

Mury straszą

Thursday, November 25th, 2004

W centrum Świdnicy stoi kilka budynków, które szpecą okolice oraz stanowią zagrożenie dla przechodniów.

O ne nie dość, że szpecą nasze miasto, to jeszcze są niebezpieczeństwo
– mówi Arkadiusz Toruński, mieszkaniec ulicy Trybunalskiej, na której stoi niedoszła siedziba PZU.
– Tam wchodzą dzieci i tyl-ko czekać aż dojdzie do jakiejś tragedii. A przecież w tym miejscu mógłby stanąć piękny budynek i na pewno znaleźliby się chętni na wynajęcie
w nim lokali, bo miejsce jest dobre dla handlu, czy pod jakąś restaurację.
Inny budynek, przy ulicy Komunardów, miał być świetnie zlokalizowaną kamienicą z kilkunastoma mieszkaniami na sprzedaż. Od wielu lat jednak nic tu się nie dzieje.
Obok katedry, w jednym z najładniejszych miejsc
w Świdnicy straszy ogromna dziura. Teren ogrodzony obskurnymi blachami denerwuje wszystkich, którzy przyszli podziwiać nową siedzibę biskupa. W dodatku chodnik dawno się zapadł i trudno tamtędy przejść.
Stan surowy budynków, brak stolarki okiennej i zam-knięty teren budowy oznacza jedno – inwestor nie zamierza w najbliższym czasie zakończyć budowy. Tłumaczy się najczęściej, że nie ma pieniędzy na oddanie inwestycji
do użytku.
– Ktoś powinien ukarać osobę, która jest odpowiedzialna za takie oszpecanie centrum miasta – denerwuje się Teresa Filus. Problem w tym, że teren należy do prywatnego właściciela, który kupując go nie zawarł umowy, w jakim czasie rozpocznie i zakończy tam budowę. Wszyscy są bezradni. Tak jest w przypadku większości niedokończonych inwestycji w mieście.
– W sprawie budynku przy ulicy Trybunalskiej, PZU jest jedynym podmiotem, który może określić co z tym
w przyszłości zrobi – tłumaczy Rafał Bednarz z Urzędu Miejskiego w Świdnicy.
– Miasto wielokrotnie już podejmowało próby rozwiązania sytuacji. Niestety, mamy związane ręce. Będziemy jednak nadal negocjować z właścicielami i próbować jakoś ten problem rozwiązać. Jednak obawiam się, że bez dobrej woli obu stron nic nie da się zrobić.

Autor artykułu: Małgorzata Moczulska

Wojowniczy emeryci

Thursday, November 25th, 2004

Pijani seniorzy rzucają w dom sąsiadów pampersami i butelkami

- Z domu pomocy społecznej lecą w naszym kierunku pakunki ze śmieciami i zużyte pampersy – alarmują lokatorzy jednej z kamienicy przy ul. Daszyńskiego. – Najbardziej boimy się pustych butelek po alkoholu
Powyżej kamienicy przy Daszyńskiego 30, na skarpie, stoi jeden z budynków Domu Pomocy Społecznej Jutrzenka. – To właśnie z jego okien lecą tu na dół te wszystkie „bomby”. Najgorzej, kiedy emeryci sobie popiją i rzucają przez okno butelkami – mówi Wioleta Macudzińska.
Kobieta boi się, że któraś z butelek, ciśnięta przez rozweselonego seniora, może dolecieć do budynku i np. wybić jej szybę, bo chociaż mieszka na II piętrze, jej okna są znacznie poniżej poziomu parteru domu starców.
- Kilka razy sygnalizowaliśmy ten problem dyrekcji DPS, ale nic się dotąd nie zmieniło – skarży się lokatorka ostrzeliwanej kamienicy.
Dorota Świątek, dyrektor Jutrzenki, potwierdza, że problem jest jej znany. Obiecuje, że podejmie radykalne środki, żeby go wyeliminować. Zastrzega jednak: – Wszyscy wiedzą, że oni piją i nawet nie bardzo można im tego zabronić. To jest ich dom, więc gdzie mają pić, jak nie w domu? – pyta retorycznie. – Trzeba pamiętać, że mieszkają u nas ludzie, którzy przychodzą tu z całym bagażem lat, które przeżyli. Bywają wśród nich alkoholicy, osoby chore psychicznie. Nikomu nie możemy odmówić pomocy – usprawiedliwia swoich podopiecznych Dorota Świątek.

Autor artykułu: Pawul Janusz

Puste centrum dozoru

Thursday, November 25th, 2004

W nocy w komendzie policji nikt nie patrzy na ekran, na który przekazywany jest obraz z kamer rozmieszczonych na mieście
W pokoju, w którym można oglądać obraz z kamer monitorujących miasto zasiadają pracownicy firmy Jarex. Ale tylko do godziny 22. W nocy pokój zwany centrum dozoru jest pusty.
Po godz. 22 nikt nie siedzi przed dużym telewizorem, nikt nie operuje kamerami, nie robi zbliżeń. Obserwację przejmuje policja, ale robi to na małym czternastocalowym monitorku postawionym w dyspozytorni komendy. Zasiadający tam oficer dyżurny ma do obsłużenia kilka telefonów, faks, dalekopis, komputer. Musi przyjmować zgłoszenia, informować inne służby i kierować patrole tam, gdzie są potrzebne. Ma dość zajęć a obraz z monitorka nie jest wśród nich priorytetem.
Ten czternastocalowy ekran nie daje zresztą nawet możliwości operowania obrazem. Niewielki ekran jest poza tym podzielony na cztery części. Żeby zrobić zbliżenie, przyjrzeć się czemuś za pomocą kamery, oficer dyżurny musi iść do centrum dozoru i opuścić swoje stanowisko.
- Zgodnie z umową między urzędem a komendą, w której określono zasady współpracy w zakresie utworzenia i działania zlokalizowanego w budynku Komendy Powiatowej Policji centrum dozoru monitoringu wizyjnego miasta, to właśnie policja wydzieliła w komendzie pomieszczenia niezbędne do prawidłowego funkcjonowania centrum dozoru i zapewniła jego obsługę w godzinach nocnych – informuje rzecznik urzędu miasta, Agnieszka Gergont.
- Zgadzam się z tym, że ta nocna obserwacja jest mniej dokładna – stwierdza inspektor Adam Różycki, komendant bolesławieckiej policji. – Zdecydowaliśmy, ze na trzeciej zmianie jest spokojniej. Jest to rozwiązanie tymczasowe.
Komendant tłumaczy również, że czasem oficer dyżurny ma pomocnika, który pilnuje Policyjnej Izby Zatrzymań. Na dyżurce przebywa on jednak tylko wtedy, gdy piwnica z celami jest pusta.
Dodatkowym utrudnieniem w nocnej obserwacji niewielkiego ekranu jest jakość obrazu. W nocy poziom tej jakości znacznie spada. Realny zasięg i dokładność obrazu z kamer maleje.
W centrum monitoringu czasami w nocy ktoś jednak zasiada. Ale nie są to ani pracownicy Jarexu, ani policjanci, tylko uczniowie bolesławieckiej szkoły ochroniarskiej. W ramach praktyk.
- Jeśli chodzi o dostęp do centrum dozoru monitoringu w komendzie w Bolesławcu, mają go tylko osoby uprawnione – twierdzi rzecznik urzędu. Uprawnienia to w rzeczywistości ukończenie przeszkolenia. Przy monitoringu jednak, zgodnie planami i wstępnymi deklaracjami, mieli zasiadać albo policjanci, albo byli policjanci będący ochroniarzami.
Do końca miesiąca w Bolesławcu będzie kolejnych osiem kamer. – Od początku nowego roku miasto ma zatrudnić ochroniarza do obserwacji obrazu z kamer na trzecią zmianę – mówi podinspektor Krzysztof Zbroja. – Wtedy umowa z miastem przestanie mieć znaczenie.
  
 
      

Autor artykułu: Bernard Łętowski

Na razie mogą mieszkać

Wednesday, November 24th, 2004

Po poniedziałkowej próbie eksmisji matki z dwójką dzieci

Gdybyśmy wiedzieli, że przy ul. Jagielończyka 10 A mieszkają ludzie, nie byłoby próby eksmisji. Miało to być przejęcie lokalu użytkowego – zapewnia Grzegorz Kusz, prezes spółki Atena, zarządzającej tym budynkiem.
Jak mówi, choć pani Hanna z dwójką dzieci: ośmioletnim Aleksandrem i trzynastoletnią Kasią mieszkają tam nielegalnie, to najprawdopodobniej do końca marca będą mogli tam zostać.
- Choć oficjalnie lokal który zajmują nie jest mieszkaniem to jednak potraktujemy ich tak jakby obowiązywał ich okres ochronny i dlatego nie można ich eksmitować na bruk – tłumaczy prezes Kusz.
Przypomnijmy: w poniedziałek na korytarzu budynku przy kracie prowadzącej do mieszkania pani Hanny przez kilka godzin trwała przepychanka między nią i jej matką a komornikiem, ślusarzem który chciał sforsować kratę i policją.Komornik chciał przejąć lokal, bo firma nie płaciła czynszu i sąd nakazał aby zwróciła go gminie. Tyle tylko, że od sześciu lat mieszkają tam ludzie.
Pani Hanna kraty nie otworzyła. Jej matka, jednocześnie właścicielka firmy wynajmującej lokal od gminy, na kilka godzin została zatrzymana na komisariacie przy ul. Rydygiera. Postawiono jej zarzut napaści na policjanta, sama poskarżyła się na bezprawne zatrzymanie.
- Ciągle jestem roztrzęsiona. Mam nadzieję, ze do marca sprawa naszego długu się wyjaśni. Ponieśliśmy koszty remontu tego budynku i chcieliśmy żeby miało to wpływ na wysokość czynszu jaki płacimy – opowiada pani Hanna.

Autor artykułu: (KAM)

Powrót do szkoły

Wednesday, November 24th, 2004

40 uczniów rozpoczęło wczoraj naukę w Akademii Bezpiecznego Seniora

- Poprosiliśmy, by skrócono mam drugi semestr. Przecież w kwietniu rozpoczyna się sezon działkowy – powiedziała nam studentka, która odebrała wczoraj indeks.
Policjanci będą uczyć około 40 seniorów jak zachowywać się w sytuacji zagrożenia, na przykład kiedy ktoś chce ich okraść. Poprowadzą zajęcia z samoobrony. Prawnicy poinformują studentów jakie przepisy obowiązują w naszym kraju. Bankowcy będą ich przekonywać, by nie trzymali oszczędności życia w domach, tylko na kontach. Z kolei strażacy przygotują zajęcia przeciwpożarowe. Wszystko w ramach Akademii Bezpiecznego Seniora.
- Mieszkam na Nowym Dworze. Jest tam bardzo wielu chuliganów. Męża napadli kiedyś i go pobili. Mam nadzieje, że dzięki temu szkoleniu będę bezpieczniejsza – komentuje Maria Tobola.
- Z jednej strony zagospodarujemy wolny czas, a z drugiej nauczymy się czegoś – dopowiadają Krystyna i Lambert Osipow.
Seniorzy po zdaniu egzaminów, na koniec nauki, otrzymają dyplomy. We wczorajszej inauguracji roku w Oratorium Marianum wzięła udział orkiestra policyjna i 3 chóry. Rektorem Akademii Bezpiecznego Seniora jest insp. Andrzej Matejuk, komendant wojewódzki policji we Wrocławiu.

Autor artykułu: (SUO)

Nauka na europejskim poziomie

Wednesday, November 24th, 2004

3 wydziały wrocławskich uczelni wyższych wyróżniła Państwowa Komisja Akredytacyjna.Są to budownictwo i chemia na Politechnice Wrocławskiej oraz weterynaria na Akademii Rolniczej. To pierwsze wyróżnienia w historii. Do tej pory Komisja przyznawała co najwyżej ocenę pozytywną. -Mile nas to zaskoczyło. Ten przykład powinien stymulować inne nasze wydziały – mówi rektor AR, profesor Michał Mazurkiewicz. – Liczymy na to, że te wyróżnienia będą brane pod uwagę przy naliczaniu dotacji budżetowych – mówi rektor Politechniki, profesor Tadeusz Luty Trzeba podkreślić, że wyróżnionych zostało zaledwie 15 spośród 750 akredytowanych kierunków. To naprawdę najwyższy, europejski poziom.. Na razie PKA przyznała wyróżnienia na 28 kierunkach, skontrolowanych na uczelniach w całym kraju.

Autor artykułu: Maciej Sas

Ostre strzelanie

Tuesday, November 23rd, 2004

Mnóstwo goli strzelili uczestnicy Dolnośląskiej Ligi Oldboyów

Dawne gwiazdy piłkarskiej I i II ligi pokazały, że mimo upływu lat wciąż znakomicie czują się na boisku. W I kolejce Dolnośląskiej Ligi Oldboyów wielką klasę pokazali Włodzimierz Ciołek (kiedyś grał w Górniku Wałbrzych, Stali Mielec i reprezentacji Polski) i Marek Wierzbicki (Zagłębie Wałbrzych), którzy dla zespołu Elgreco Wałbrzych strzelili po 8 goli w meczu z Włókniarzem Walim.
Kolejne mecze halowej ligi oldboyów odbędą się w niedzielę. W hali OSiR przy ul. Wysockiego grać będą: godz. 10.00 Elgreco Wałbrzych – Czarni Zagłębie Wałbrzych, 10.50 Krzyszkowski Kamienna Góra – IPE Chyliński Boguszów Gorce, 11.40 Elgreco – Krzyszkowski Kamienna Góra oraz 12.30 Włókniarz Walim – IPE Chyliński Boguszów Gorce.

Wyniki I kolejki Dolnośląskiej Ligi Oldboyów
Włókniarz Walim – Elgreco Wałbrzych 0:18 (0:6)
Bramki: Ciołek 8, Wierzbicki 8, Resel 2
Karkonosze Jelenia Góra – IPE Chyliński Boguszów Gorce 18:3 (7:2)
Herzberg 2, Komorowski 5, J. Jończy, Żołędziejewski 2, D. Gęca 6, Hutnik, R. Jończy oraz Szydłowski 2, Chyliński.
Karkonosze Jelenia Góra – Włókniarz Walim 9:6 (6:5)
Komorowski 2, Hutnik 2, Herzberg 2, Gęca 2 oraz Klaiber, Szczybelski, Wawrzyniak, Koziara, Kaczmarek 2.
Krzyszkowski Kamienna Góra – Czarni Zagłębie Wałbrzych – przełożony na 19 grudnia.
1. Karkonosze 2 6 27:9
2. Elgreco 1 3 18:0
3. IPE 1 0 3:18
4. Włókniarz 2 0 6:27
5. Czarni Zagłębie – nie grali
6. Krzyszkowski – nie grali

Autor artykułu: (RAD)

Krosnowice najlepsze

Tuesday, November 23rd, 2004

106 pingpongistów walczyło o mistrzostwo Wałbrzycha

Ośrodek Sportu i Rekreacji w Wałbrzychu i Towarzystwo Sportowe Victoria Wałbrzych zorganizowały Otwarte Mistrzostwa Wałbrzycha w Tenisie Stołowym. W zawodach, które stały na wysokim poziomie, wzięła udział rekordowa liczba 106 zawodników i zawodniczek z Dolnego Śląska. Uczestnicy turnieju podzieleni byli na 8 kategorii wiekowych.
W rywalizacji najmłodszych (do 11 lat) trzecie miejsce zajęła Monika Bańka z Krosnowic, a jej klubowy kolega Dominik Skorupski zwyciężył w zmaganiach 11-14-latków. W gronie 15-19-latków trzeci był Łukasz Serediuk z Kłodzka, a wśród 20-39- latków drugie miejsce zajął Robert Derkowski z Wałbrzych, za którym uplasował się Robert Słowik z Boguszowa Gorc. Zawodnicy z regionu wałbrzyskiego zdominowali zmagania w pozostałych kategoriach, zajmując trzy pierwsze miejsca. W grupie wiekowej 40-59 lat najlepszy był Tomasz Makowski (Krosnowice), który pokonał Krzysztofa Parzycha z Wałbrzycha oraz Stanisława Zagajewskiego ze Świebodzic. W najstarszej grupie (powyżej 60 lat) triumfował Antoni Słowik (Boguszów Gorce), zwyciężając Dariusza Wypustka (Szczawno Zdrój) i Zenon Manię (Boguszów Gorce). W konfrontacji kobiet (powyżej 15 lat) najlepsza była Barbara Brombosz, a pozostałe lokaty na podium zajęły: Anna Grzybalska i Joanna Rydz (wszystkie z Krosnowic).

Autor artykułu: (RAD)