Dzieci w SP 74 założyły Klub Przyjaciół Tary i adoptowały konia
Prawie trzynaście tysięcy buraków marchwi i jabłek zawiozły dzieci ze szkoły nr 74 przy ulicy Kleczkowskiej do schroniska dla koni Tara w Porębach, niedaleko Twardogóry. – Jak my im nie pomożemy, to nikt tego nie zrobi – mówią dzieci.
Szkoła przez cały tydzień wyglądała jak warzywniak. Dzieciaki przynosiły jarzyny w reklamówkach, teczkach i pudełkach. Potem je liczyły i pakowały w kartony. –Tato naszej koleżanki przyjechał tutaj koparką. Przywiózł ponad tysiąc dwieście jabłek – opowiada Ernest.
Dzieci wiosną przygarnęły konia ze schroniska. – Co prawda on tam mieszka, śpi i je, ale my mu pomagamy – chwalą się dzieci. – Koń ma dwa lata. Na imię Matrix i jest najpiękniejszym koniem na świecie.
Miało go nie być
Gdy maluchy opowiadają historię Matriksa, oczy zaczynają im się świecić. – Miał umrzeć. Był w brzuchu u mamy, kiedy ją wieziono na rzeź. Od śmierci uratowała ją Scarlett, właścicielka Tary – tłumaczy Ernest Kaczmarek. – Mama Matriksa z dnia na dzień tyła. Właściciele schroniska myśleli, że była tak tuczona. Bo przecież na rzeź, to konie muszą być duże. Są karmione sianem z solą, czasem bite kijami, żeby były spuchnięte. I mama Matriksa taka była. Scarlett nawet ją trochę odchudzała, aż tu nagle któregoś dnia wyskoczył mały źrebak. Nasz koń umarłby razem z mamą, gdyby trafił do rzeźni. A skoro miało go nie być, to nazwali go Matriks.
Tydzień temu dzieci wsiadły do autokaru. Załadowały kartony z jedzeniem i zawiozły dla swojego podopiecznego. – Te kartony były strasznie ciężkie. Kiedy dostał tyle jedzenia, to aż skakał z radości. Warto było dźwigać – mówi Magda Madej.
Najbardziej podobał jej się moment, gdy pan Piotr, mąż Scarlett zawołał wszystkie konie do siebie. – Biegały właśnie po wielkiej łące. Nagle pan Piotr gwizdnął i wszystkie zaczęły do niego biec. Po dwóch minutach były przy płocie. Tego widoku nie zapomnę nigdy. Te konie były jak zaczarowane – mówi Maga.
Zdjęcia, które dzieci zrobiły w Tarze, wiszą w szkolnym korytarzu. – Gdy na nie patrzymy, przypomina nam się, że tam w Tarze jest nasz koń. A my jesteśmy za niego odpowiedzialni. Moja mama cały czas mi powtarza, że gdy ktoś za kogoś odpowiada, to musi ponosić tego wszystkie konsekwencje. Musi się wykazać dojrzałością. – dodaje Magda Koktysz.
To przyjaciel
Dzieci tak mocno pokochały konie i tak bardzo zafascynowały się schroniskiem w Porębach, że założyły Klub Przyjaciół Tary. Organizują aukcje, comiesięczne zbiórki pieniędzy, wyjazdy i konkursy. Raz w tygodniu spotykają się w klasie i poznają rasy koni, uczą się jak konie są zbudowane i jak o nie dbać. We wszystkim pomaga im wychowawczyni, Dorota Jankowska. – Ja tylko tym steruję. Te dzieci i ich rodzice przechodzą samych siebie. Aż palą się do pomocy. Biorąc pod uwagę, że to nie jest najbogatsza dzielnica Wrocławia, to ich zaangażowanie jest naprawdę godne podziwu. Worek marchewki ma tutaj większą wartość niż stówa wrzucona od niechcenia do skarbonki w innej części miasta.
Marta Lipka mówi, że nie żal jej chipsów i coca coli. – Wolę wrzucić te pieniądze do puszki dla Matriksa, niż kupować sobie słodycze. Czasem nawet mówię rodzicom, żeby nie kupowali mi czekolady czy nowej bluzki, tylko przekazali pieniądze na konia. Część kieszonkowego też oddaję. I wiem, że warto . Bo to mój przyjaciel– dodaje.
Do Klubu Przyjaciół Tary należą i sześciolatki i dzieci z szóstej klasy. Już teraz myślą o bożonarodzeniowej aukcji dla swojego konia. – Wszystkie klasy z naszej szkoły zrobią ozdoby choinkowe. A potem będziemy je sprzedawać. Pieniądze zawieziemy do Tary – tłumaczy Kinga Kazek. Ma nadzieję, że zobaczy Matriksa w wigilię. – Wszyscy wiedzą, że zwierzęta wtedy mówią ludzkim głosem. Więc chciałabym z nim wtedy porozmawiać. Złożyć mu życzenia, posłuchać czego potrzebuje. Myślę, że powiedziałby nam wtedy, że to my jesteśmy jego najlepszymi przyjaciółmi.
Schronisko dla koni TARA
Schronisko dla koni Tara założyli 1995 roku Scarlett i Piotr Szyłogalis. W ich stajniach mieszkają konie, które pracowały w polu albo w szkółkach jeździeckich, biegały na wyścigach lub chodziły w zaprzęgach. Gdy okazało się że, nie mogą już dłużej pracować a nadal trzeba je karmić, miały trafić do rzeźni.Wtedy właściciele Tary, w ostatniej chwili kupili je za cenę, którą zapłaciłby rzeźnik. Dziś w schronisku przebywa ponad 70 koni.
Autor artykułu: Małgorzata Agaciak