Podziemia Szkoły Podstawowej nr 8 witają uczniów obsmarowanymi ścianami. Potłuczone butelki i porozrzucane puszki po piwie zdążył rano posprzątać personel szkoły
Taki scenariusz powtarza się tu kilka razy w tygodniu. W poniedziałki to standard. Ciemne zakamarki największej podstawówki w powiecie oławskim zachęcają niespokojną młodzież do spędzania w nich długich wieczorów. A co tu można robić? Najpopularniejsze są spotkania przy alkoholu. Kończą się różnie, albo kolejnym wulgarnym napisem na ścianie, albo – co gorsze – wybitą szybą.
– Każdy widzi, jak wyglądają ściany w naszych podziemiach. Nie ma na nich czystego miejsca, wszędzie jakieś bohomazy i wulgaryzmy. Tego nie robią nasi uczniowie. Tu jest podstawówka i przedszkole – mówi dyrektor placówki, Barbara Jarocka. Twierdzi, że ciemne zakamarki szkoły odwiedzają starsi absolwenci ósemki, ale też młodzież z odległych zakątków miasta. – Wieczorami jest tu ciemno. To ich zachęca. Robią, co im się podoba. Wszystkie lampy, na które kilka lat temu rada rodziców wydała 5 tysięcy złotych, zostały zniszczone. Szkoła nie ma pieniędzy na naprawę oświetlenia. Z resztą ile czasu by znowu wytrzymało – zastanawia się Jarocka.
Zdaniem Edmunda Koziarskiego z oławskiej policji, najlepszym rozwiązaniem jest zamykanie szkolnego podwórka. – Przez pewien wszystkie furtki były zamknięte, ale to nie przynosiło rezultatów – odpowiada Jarocka. – Zresztą nie jestem zwolenniczką zamykania szkoły na klucz. Choćby tereny sportowe powinny być dostępne nawet wieczorami – twierdzi dyrektor.
Według Barbary Jarockiej jedynym lekarstwem na wandalizm wokół szkoły jest monitoring i zatrudnienie profesjonalnej ochrony. – Takie rozwiązanie sprawdziło się w dwóch oławskich gimnazjach. Dokładnie widać, kto pod szkołę przychodzi i z jakim zamiarem. Nam ochrona potrzebna tylko popołudniu i w nocy i tylko na zewnątrz. Kamery na korytarzach są niepotrzebne – przekonuje.
Jej zdanie podzielają też rodzice uczniów. – Rzeczywiście tylko ochrona i monitoring mogłyby odstraszać wieczorami nieproszonych gości – twierdzi Aneta Rajewska. – Na pewno nie od razu, ale stopniowo udałoby się zapobiec wandalizmowi. Pomysł jest godny realizacji – wtóruje Tomasz Zwierzański, ojciec pierwszoklasistki. Rodzice zastanawiają się jednak, kto powinien sfinansować ewentualną inwestycję.
- Pieniądze potrzebne są nie tylko na wyposażenie techniczne, ale też na etaty ochroniarzy. Niewykluczone, że szkoła w swoim przyszłorocznym budżecie wygospodaruje pieniądze na monitoring, jednak na pewno nie będzie nas stać na całość – mówi Jarocka. Dwa lata temu, budynek oglądali specjaliści z firmy ochroniarskiej. Stwierdzili, że na początek trzeba wyłożyć około 20 tys. zł.
W tegorocznym budżecie miasta nie ma na to ani złotówki.
Autor artykułu: Szymon Głogowski