Archive for September, 2004

Lampy zostały zniszczone

Wednesday, September 29th, 2004

Podziemia Szkoły Podstawowej nr 8 witają uczniów obsmarowanymi ścianami. Potłuczone butelki i porozrzucane puszki po piwie zdążył rano posprzątać personel szkoły
Taki scenariusz powtarza się tu kilka razy w tygodniu. W poniedziałki to standard. Ciemne zakamarki największej podstawówki w powiecie oławskim zachęcają niespokojną młodzież do spędzania w nich długich wieczorów. A co tu można robić? Najpopularniejsze są spotkania przy alkoholu. Kończą się różnie, albo kolejnym wulgarnym napisem na ścianie, albo – co gorsze – wybitą szybą.
– Każdy widzi, jak wyglądają ściany w naszych podziemiach. Nie ma na nich czystego miejsca, wszędzie jakieś bohomazy i wulgaryzmy. Tego nie robią nasi uczniowie. Tu jest podstawówka i przedszkole – mówi dyrektor placówki, Barbara Jarocka. Twierdzi, że ciemne zakamarki szkoły odwiedzają starsi absolwenci ósemki, ale też młodzież z odległych zakątków miasta. – Wieczorami jest tu ciemno. To ich zachęca. Robią, co im się podoba. Wszystkie lampy, na które kilka lat temu rada rodziców wydała 5 tysięcy złotych, zostały zniszczone. Szkoła nie ma pieniędzy na naprawę oświetlenia. Z resztą ile czasu by znowu wytrzymało – zastanawia się Jarocka.
Zdaniem Edmunda Koziarskiego z oławskiej policji, najlepszym rozwiązaniem jest zamykanie szkolnego podwórka. – Przez pewien wszystkie furtki były zamknięte, ale to nie przynosiło rezultatów – odpowiada Jarocka. – Zresztą nie jestem zwolenniczką zamykania szkoły na klucz. Choćby tereny sportowe powinny być dostępne nawet wieczorami – twierdzi dyrektor.
Według Barbary Jarockiej jedynym lekarstwem na wandalizm wokół szkoły jest monitoring i zatrudnienie profesjonalnej ochrony. – Takie rozwiązanie sprawdziło się w dwóch oławskich gimnazjach. Dokładnie widać, kto pod szkołę przychodzi i z jakim zamiarem. Nam ochrona potrzebna tylko popołudniu i w nocy i tylko na zewnątrz. Kamery na korytarzach są niepotrzebne – przekonuje.
Jej zdanie podzielają też rodzice uczniów. – Rzeczywiście tylko ochrona i monitoring mogłyby odstraszać wieczorami nieproszonych gości – twierdzi Aneta Rajewska. – Na pewno nie od razu, ale stopniowo udałoby się zapobiec wandalizmowi. Pomysł jest godny realizacji – wtóruje Tomasz Zwierzański, ojciec pierwszoklasistki. Rodzice zastanawiają się jednak, kto powinien sfinansować ewentualną inwestycję.
- Pieniądze potrzebne są nie tylko na wyposażenie techniczne, ale też na etaty ochroniarzy. Niewykluczone, że szkoła w swoim przyszłorocznym budżecie wygospodaruje pieniądze na monitoring, jednak na pewno nie będzie nas stać na całość – mówi Jarocka. Dwa lata temu, budynek oglądali specjaliści z firmy ochroniarskiej. Stwierdzili, że na początek trzeba wyłożyć około 20 tys. zł.
W tegorocznym budżecie miasta nie ma na to ani złotówki.

Autor artykułu: Szymon Głogowski

Bo pozwolili strzelać

Wednesday, September 29th, 2004

- Żaden wyrok nie przywróci życia mojemu synowi. Ale gdyby to ode mnie zależało, skazałabym ich wszystkich na dożywocie – mówiła wczoraj trzęsącym się głosem, tuż po ogłoszeniu wyroku Bronisława Poźniak, matka jednego z trzech demonstrantów zabitych podczas manifestacji “Solidarności” w sierpniu 1982 r. w Lubinie.

Wrocławski sąd apelacyjny utrzymał wczoraj w mocy karę dwóch i pół roku więzienia dla Tadeusza J. – dowódcy plutonu ZOMO, którego podwładni strzelali z ostrej amunicji do demonstrantów.
Drugi ze skazanych, Bogdan G. (w tamtym czasie zastępca komendanta wojewódzkiego milicji w Legnicy) spędzi w więzieniu 15 miesięcy. Sąd uznał, że dał przyzwolenie na zagrożenie życia i zdrowia demonstrantów.
Nie jest to jednak koniec procesu. Jana M., ówczesnego zastępcę komendanta milicji w Lubinie, czeka kolejna rozprawa. Sąd apelacyjny zdecydował, że kara 15 miesięcy więzienia za narażanie życia wielu ludzi jest niewystarczająca. Są przesłanki, aby oskarżyć go o kierowanie akcją, w której zginęli ludzie.
Był rok 1982. Manifestacja miała upamiętnić drugą rocznicę tzw. porozumień gdańskich. Ludzie wyszli na ulice z transparentami “Precz z komuną”, skandowali “Uwolnić Wałęsę”. Gdy powoli zaczęli się już rozchodzić, pluton ZOMO otworzył do nich ogień. Polała się krew. Świadkowie opisywali akcję zomowców jako “polowanie na ludzi”.
- Strzelali jak do kaczek – wspominali.
Od kul milicjantów zginęli 31-letni Andrzej Trajkowski i ranny w brzuch 25-letni Mieczysław Poźnik. Trafiony w tył głowy 28-letni Michał Adamowicz zmarł trzy dni później. Siedemnaście innych osób zostało rannych.

- Tadeusz J. nie został przyjęty do ZOMO jako nierozgarnięty chłopak ze wsi – uzasadniał wczoraj wyrok sędzia sądu apelacyjnego. Tłumaczył, że oskarżony musiał mieć świadomość, iż jego pluton ma ostrą amunicję. A jednak pozwolił strzelać.
Na rozprawie obrona próbowała przekonywać, że oskarżeni są niewinni, bo to demonstranci złamali prawo, organizując nielegalną w tamtym czasie manifestację.
- Taki pogląd może budzić tylko zdziwienie i zakłopotanie – komentował wczoraj sędzia Edward Ponikowski.
Na ogłoszenie wyroku razem z rodzinami zabitych przyjechała grupa związkowców z Lubina.
- Sąd nierychliwy, ale sprawiedliwy – oceniał Bogdan Orłowski, szef Solidarności Zagłębia Lubińskiego. – Choć dla nas to tylko namiastka sprawiedliwości. Cieszymy się, że od dziś sprawca tej zbrodni znany jest z imienia i nazwiska, chociaż rodzinom zmarłych nic nie wynagrodzi tych strasznych chwil. Ani moralnie, ani materialnie.
Krewni zamordowanych i związkowcy przez trzy godziny słuchali w milczeniu uzasadnienia wyroku. W rękach trzymali zdjęcia i klepsydry z nazwiskami zmarłych. Wcześniej demonstrowali przed drzwiami sądu z transparentem “Lubin oskarża”.
Z trójki milicjantów na sali rozpraw zjawił się tylko Bogdan G. Z kamienną twarzą słuchał sędziego. Ożywił się tylko na chwilę, gdy ten zaczął odczytywać fragment dotyczący jego osoby.
- Oczywiście, że to tragedia dla tych ludzi, że popełniono przestępstwo. Ale czy ktoś z was był w wojsku? Ja byłem tylko pionkiem w tej machinie – próbował przekonywać. – To również dramat mojego życia.
- Nie ma generałów bez wojska. Niech nie próbuje się wykpić – oburzał się Bogdan Orłowski z Solidarności.

Wczorajszy wyrok jest prawomocny. Uchylić może go tylko kasacja Sądu Najwyższego.


Kara, nie zemsta
Janusz Łaznowski, szef dolnośląskiej “Solidarności”: – Cieszę się, że proces się zakończył, przynajmniej częściowo. Skoro byli zabici, to powinni być też winni. Ale rozumiem, że skoro sąd miał wątpliwości co do roli i ewentualnej kary dla jednego z oskarżonych, to należy powtórzyć proces. Bo chodzi o sprawiedliwą karę, a nie o zemstę.
Z pewnością ława oskarżonych była trochę za krótka. Powinni usiąść na niej też ci, którzy ponoszą polityczną odpowiedzialność za wprowadzenie stanu wojennego. Bo pamiętajmy, że jego ofiary padały nie tylko w Lubinie, ale i w całym kraju.


Historia procesu lubińskiego

1991 – wszczęcie śledztwa przez prokuraturę
1993 – rozpoczęcie pierwszego procesu przeciw trójce milicjantów
1995 – pierwszy wyrok: Bogdan G. – uniewinniony z braku dowodów; Jan M. – winny jedynie niedopełnienia obowiązków służbowych. Postępowanie umorzono; Tadeusz J. – winny nieumyślnego spowodowania śmierci, ale sprawę umorzono z powodu przedawnienia.
1996 – sąd apelacyjny uchyla ten wyrok i kieruje sprawę do ponownego rozpatrzenia;
1997 – rozpoczęcie drugiego procesu lubińskiego i oskarżeni znów nie zostają ukarani. Są wprawdzie winni śmierci manifestantów, ale sprawę obejmuje amnestia. Wyrok zostaje ponownie uchylony przez sąd apelacyjny;
2000 – rozpoczęcie trzeciego procesu;
2003 – wyrok sądu pierwszej instancji skazujący Tadeusza J. na pięć lat więzienia, a Bogdana G. i Jana M. na 2,5 roku oraz zmniejszenie tych kar o połowę na skutek kolejnej amnestii; Kolejna apelacja;
28 wrzesień 2004 – prawomocny wyrok sądu apelacyjnego;

Autor artykułu: Krzysztof Kamiński, Piotr Kanikowski

Po europejsku

Wednesday, September 29th, 2004

Budynki sadów w okręgu wałbrzyskiego przechodzą gruntowną odnowę. Chodzi nie tylko o estetykę, ale przede wszystkim o poprawę funkcjonalności i dostosowanie budynków do obowiązujących standardów.

– Sądy nie musza być ponurymi gmaszyskami, w których interesanci czują się zagubieni – mówi sędzia Marta Sługocka, prezes kłodzkiego Sądu Rejonowego.
To właśnie tutaj prace modernizacyjne i remontowe są już mocno zaawansowane. Gruntowny remont trwa od ubiegłego roku i pierwsze jego efekty widoczne będą już w połowie października.
– Zaczęliśmy od poddasza – mówi prezes Marta Sługocka. – Niewykorzystywana dotąd najwyższa kondygnacja budynku jest adaptowana na gabinety sędziowskie. Będzie tam także sala narad, której obecnie nie mamy i pomieszczenie dla prokuratorów. Jedna część poddasza zajmą kuratorzy dla nieletnich.
Wygodniej i sprawniej
Kłodzki sąd należy do największych w okręgu. Pracuje tu 29 sędziów, 4 asesorów i 2 referendarzy. Do tego trzeba dodać pracowników administracji z ośmiu wydziałów sądu, archiwum i biura podawczego.
Ze względu na wielkość obszaru, który pozostaje w jego zasięgu i przygraniczne położenie powiatu kłodzkiego, jest to też sąd, do którego wpływa ogromna ilość spraw. To wymaga lepszych warunków pracy i obsługi interesantów. Remont, który teraz jest prowadzony, ma się do tego przyczynić.
Sale zwolnione przez sędziów i kuratorów dla nieletnich (jest ich 15) będą wykorzystane przez poszczególne wydziały. Będzie też możliwe utworzenie dodatkowych sal rozpraw (ma ich być 18, a obecnie jest 14), co pozwoli sędziom na wyznaczanie terminów posiedzeń 3 razy w tygodniu. Planuje się też uporządkowanie układu wewnętrznego sądu.
– Chcielibyśmy, aby poruszanie się po nim nie było uciążliwe, a wszystkie informacje czytelne – mówi sędzia Marta Sługocka.
Kolor i informacja
Stąd pomysł, aby poszczególne wydziały oznaczane były innymi kolorami, a należące do ich pomieszczenia znajdowały się w jednym skrzydle. I tak na parterze planuje się między innymi wydział ksiąg wieczystych, który zajmie lewe skrzydło, a po przeciwnej stronie wydział cywilny. Na dole będą też: biuro podawcze, ewidencja należności oraz pokój pokrzywdzonych, a w niedalekiej przyszłości również punkt przyjęć interesantów.
Jest to zupełna nowość w sądach naszego okręgu. Jej pomysłodawcą jest prezes Sądu Okręgowego, Jacek Szerer. To zbliża nas do unijnych standardów i jest przydatne interesantom. Tu otrzymają oni wszelkie informacje, druki i nie będzie musiał błądzić po sądowych korytarzach. Uruchomienie tego punktu planuje się od nowego roku. •

Autor artykułu: Joanna Kasprzak

Zachwalajmy gołąbki

Tuesday, September 28th, 2004

Rozmowa z prof. Tadeuszem Trziszką z Akademii Rolniczej we Wrocławiu

* Czy polska żywność jest dla konsumenta bezpieczna?
- Bez najmniejszych wątpliwości. Tak jak w całej Unii, także w Polsce respektujemy normy bezpieczeństwa. Mamy nowoczesne systemy hodowli. Prawie połowa firm produkujących żywność wdrożyła system HACCP, jedna czwarta zrobi to już wkrótce. Reszta zastanawia się, ale przynajmniej wie, że bez tego zniknie z rynku. Poza tym nasze mięso i jego przetwory, drób czy jaja nie są tak skażone chemią, jak ich odpowiedniki z wysoko rozwiniętych krajach Europy.

* To dlaczego rosyjskie służby sanitarne nie chcą wpuścić naszego mięsa, szynek i kiełbas do swoich sklepów?
- Ta sprawa ma wybitnie polityczny charakter. Część naszych polityków manifestuje bowiem odmienny stosunek do Rosji niż wynika to z działań dyplomatycznych rządu. Takie osoby nie rozumieją sensu stosunków międzynarodowych i zasad handlu zagranicznego. Kierują się partykularnym interesem, a nie dobrem ogółu. Rosjanie biorą za to odwet na naszych producentach żywności.

* A dlaczego nie chcą nas na Zachodzie, skoro nasi politycy tamte kraje hołubią?
- Jesteśmy dla nich zagrożeniem, bo nasze mięso i tradycyjnie przygotowywane kiełbasy, szynki czy polędwice nie mają sobie równych na świecie. Różnią się wszystkim, począwszy od smaku, na konsystencji skończywszy. Jeśli zachodni konsument przekona się co jest wartościowe, wybierze nasze produkty, a nie miejscowe. Dla tamtejszych producentów to oznacza straty.

* Polska kuchnia jest słabo znana w Europie. Nie promujemy się, nie przygotowujemy kampanii reklamowych. Czy to utrudnia polskim producentom ekspansję na zachodnie rynki?
- Choć polskie gołąbki czy bigos są równie atrakcyjne jak włoska szynka parmeńska czy francuskie sery, to mało kto je na Zachodzie zna. Wyjątkiem są środowiska polonijne. To dlatego, że nikt ich dotąd nie promował na świecie. Brakuje bowiem pieniędzy, nie ma działań polityków czy lobby producentów. Dobra reklama to gwarancja sukcesu. Być może dzięki rozlicznym funduszom i programom unijnym uda się to choć w części zmienić.

Autor artykułu: rozmawiała Agata Ałykow

Inwestycja z miliony

Tuesday, September 28th, 2004

Ma kosztować ponad 15 milionów złotych i być najnowocześniejszą placówką w regionie. Mowa o zespole szkół w Mieroszowie, którego projekt ma zostać ukończony jeszcze w tym roku

Dziś uczniowie z gminy Mieroszów mają do wybory dwie szkoły: albo tzw. tysiąclatkę w Sokołowsku, albo wyeksploatowana podstawówkę w mieście. Wkrótce ma się to zmienić. W Mieroszowie planowana jest bowiem budowa zespołu szkół, w skład którego wejdzie gimnazjum oraz podstawówka. Trwają juz prace nad projektem, który zostanie ukończony jeszcze w tym roku.
– Koszt całej inwestycji nie jest jeszcze znany – mówią urzędnicy. – Dziś szacujemy go na 15 mln 226 tys. zł, ale wszystko może się jeszcze zmienić.
Oprócz budynków szkolnych (ich wizualizację prezentujemy obok) powstanie także nowoczesna sala gimnastyczna oraz stołówka.
– Budowę rozpoczniemy od sali gimnastycznej prawdopodobnie w przyszłym roku, o ile zdobędziemy odpowiednie środki – zapowiadają samorządowcy. – Staramy się o dofinansowanie z funduszy strukturalnych Unii Europejskiej oraz z Ministerstwa Edukacji i Sportu. W przyszłym roku rozpoczniemy także starania o dofinansowanie z Wojewódzkiego Programu Rozbudowy Bazy Sportowej.
Stara szkoła, po ukończeniu nowego budynku zostanie zamknięta. Jednak nastąpi to dopiero za kilka lat, bowiem przypuszczalny okres oddania nowego kompleksu do użytku to przełom 2008/2009 r.
– Do placówki szkół będą uczęszczały dzieci zarówno z samego Mieroszowa, jak i okolicznych wiosek. Jedynie w Sokołowsku będzie osobna szkoła – mówią urzędnicy.
– Ale fajnie – cieszy się Bartek Paulicki z Mieroszowa. – Ja już co prawda będę za duży na to, żeby chodzić do nowej szkoły, ale z przyjemnością będę odprowadzał do niej brata. •

Autor artykułu: Rafał P. Palacz

Kolejna atrakcja

Tuesday, September 28th, 2004

Wałbrzych ma nową trasę rowerowo – spacerową

Z okazji Światowego Dnia Turystyki wyścigiem kolarskim o Puchar Prezydenta Wałbrzycha otwarta została nowa trasa rowerowo – spacerowa na Ptasiej Kopie.
– Trasa jest znakomita! – powiedział zwycięzca wyścigu Piotr Rapa z Zespołu Szkół nr 8 w Wałbrzychu, który wyprzedził Krzysztofa Śmieszka z Zespołu Szkół Ceramicznych w Szczawnie oraz Pawła Zawadzkiego z Zespołu Szkół Elektro – Energetycznych w Wałbrzychu. – Na pewno przypadnie do gustu amatorom wycieczek rowerowych oraz wyczynowcom uprawiającym kolarstwo górskie. Szlak jest dobrze przygotowany i choć trzeba wspiąć się na podjazd o długości 200, to jednak każdy sobie da radę. Warto się wybrać choćby ze względu na wspaniałe widoki.
Na Ptasiej Kopie Miejski Zakład Usług Komunalnych wytyczył dwa szlaki: czerwony (4,2 km) i zielony (3,65 km) to także dwa punkty widokowe z miejscem na ognisko oraz stołem i ławkami.
– Planujemy budowę systemu połączonych ścieżek rowerowych, sięgającego granicy z Czechami i tamtejszych szlaków – zapowiedział prezydent Piotr Kruczkowski.

Autor artykułu: (RAD)

Niewłasne, ale jest

Monday, September 27th, 2004

Lada chwila rozpocznie się budowa czwartego już budynku Świdnickiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego. Już czeka na niego 160 osób. – Te mieszkania są dobre, ale trzeba nieźle zarabiać – mówią ci, którzy z nich skorzystali

Sławek Mazurek wynajął mieszkanie w ŚTBS-ie kilka lat temu, mieszkał w nim jeszcze do niedawna. Dziś docenia jego zalety, ale widzi też mankamenty.
– Mieszkanie w TBS-ie jest bardzo dobrym rozwiązaniem dla ludzi młodych, którzy zakładają rodzinę ale pod warunkiem, że przynajmniej jedna osoba ma dobre zarobki – mówi 30-latek, dziś radny. – To jest na pewno mieszkanie łatwo dostępne i dające poczucie stabilizacji, samodzielność. I jest mimo wszystko tańsze niż mieszkanie wynajęte na wolnym rynku od osoby prywatnej. Minusem jest to, że nigdy nie będzie można stać się jego właścicielem, choć trzeba spłacać kredyt w dużym czynszu.
Właśnie ta zasada odstrasza też wiele osób szukających własnego M. Bo tego rodzaju mieszkania są tylko na wynajem. Nie można ich kupić. I czynsz nie jest mały.
– Nasze stawki nie zmieniły się od prawie dwóch lat, to cały czas 6,75 zł/m2 – mówi Stanisław Gałek, prezes ŚTBS.
Najnowszy budynek Towarzystwa stanie u zbiegu ulic Głowackiego i Niecałej, w pobliżu dwóch innych. Będzie w nim 31 mieszkań, 1- i 2-pokojowych (33 i 56 m2). Do dyspozycji lokatorów będzie też zagospodarowane podwórko, parking i garaże. Budowa rozpocznie się jeszcze w tym roku.
Władze ŚTBS liczą na lokatorów z sąsiedzkiego Żarowa.
– Bardzo rozwija się żarowska podstrefa, powstają tam kolejne fabryki, pracownicy będą potrzebowali mieszkań – mówi prezes.
Na razie jednak nie brakuje chętnych wśród samych świdniczan. Na liście oczekujących jest 160 rodzin. Mimo, że trzeba spełnić dosyć rygorystyczne warunki, zwłaszcza te dotyczące dochodów na osobę w rodzinie. No i wysoki czynsz: za 56 m2 będzie to prawie 400 złotych. Dodatkową barierą może być także konieczność wysupłania na początek sporej gotówki: 10 procent wartości mieszkania, ale stawki są liczone według tzw. wartości odtworzeniowej czyli ceny jednego metra kwadratowego w momencie zasiedlenia mieszkania. Obecnie stawka wartości odtworzeniowej to 2.230 zł. Jeśli chcemy wynająć kawalerkę w ŚTBS musimy zarabiać minimum 1.561,03 złote brutto, jeśli w rodzinie są dwie osoby, wymagany dochód to 2.230,05 zł.

Autor artykułu: Agnieszka Bielawska-Pękala

Euroaresztowanie

Monday, September 27th, 2004

Pierwszym Polakiem, którym stanie przed zagranicznym sądem na mocy tak zwanego europejskiego nakazu aresztowania będzie 48-letni mieszkaniec Świdnicy. Oskarżony o morderstwo Niemki Polak w ciągu najbliższych kilku dni pojedzie do Niemiec.

14 września w miejscowości Dissen świdniczanin i jego kolega zabili młodą kobietę. Zaczepili ją na stacji benzynowej, gdzie o podwiezienie. W samochodzie zażądali od Niemki pieniędzy. Gdy odmówił, zabili ją. Kilka dni później jeden z mężczyzn został zatrzymany w Świdnicy.
W ciągu najbliższych kilku dni świdniczanin ma trafić do niemieckiego aresztu. Jego proces odbędzie się w Niemczech. To pierwsza tego typu sprawa w Polsce. Mężczyzna stanie przed niemieckim wymiarem sprawiedliwości dzięki tzw. europejskiemu nakazowi aresztowania. Dotychczas obywatel polski, który popełnił przestępstwo na terenie innego kraju, ale zbiegł do ojczyzny, nie mógł być wydany i był sądzony w Polsce.
– Dzięki unijnym przepisom skraca się bardzo cała procedura, nie trzeba angażować ministerstwa sprawiedliwości, a całość odbywa się między Sądem Okręgowym w Świdnicy a sądem niemieckim – wyjaśnia prokurator Małgorzata Chwałek z Prokuratury Okręgowej w Świdnicy.

Autor artykułu: (AGA)

Panie władzo, pan puści!

Monday, September 27th, 2004

Aż 3 tysiace złotych łapówki oferował pewien świdniczanin policjantom z drogówki, którzy zatrzymali jego auto w Świdnicy. Mężczyzna jechał pod prąd ulicą kierunkową, w dodaky czuć było od niego alkohol. Kiedy został zaproszony do radiowozu, zaczął szukać pieniądzy.

– Wyciągnął z kieszeni ok. 30 zł, ale kiedy zorientowal się, że ma przy sobie tylko tyle, zaproponował policjantom, że wykona telefon do swojego szefa, który dowiezie jeszcze 3 tysiące złotych – mówi Katarzyna Wilk ze świdnickiej policji.
Policjanci jednak ne skusili się nawet na taką kwotę. Powiadolmili o próbie przekupostwa prokuraturę. 30-letniemu Krzystzofowi Z. Grozi nawet do 8 lat więzienia.

Autor artykułu: (AGA)

Postój po europejsku

Saturday, September 25th, 2004

1 października kierowcy nie zobaczą na ulicach Wrocławia 180 parkomatów, jak obiecywali urzędnicy miejscy. Automatów będzie znacznie mniej i stanie się tak za przyzwoleniem Zarządu Dróg i Komunikacji. Siemens, który wygrał przetarg na montaż, serwis i obsługę urządzeń dostał miesiąc więcej na uruchomienie systemu. W zamian parkomaty będą miały nieplanowane wcześniej funkcje.

- Od chwili naszego startu w przetargu minęło ponad pół roku. W tym czasie programiści opracowali wiele nowych rozwiązań, które można zastosować we wrocławskich parkomatach. Dlatego zaproponowaliśmy ulepszenia – tłumaczy Jacek Słaby, kierownik działu parkomatów w Siemensie.
ZDiK i władze miasta przystały na to i podpisały aneks do umowy.
- Za te same pieniądze zyskamy sprzężenie wszystkich urządzeń w systemie przy użyciu GPRS oraz możliwość tzw. personalizacji karty. W zamian opóźniamy o miesiąc uruchomienie wszystkich 181 parkomatów – mówi Krzysztof Kiniorski, kierujący w ZDiK-u kontrolami biletów.
Sprzężenie wszystkich automatów da kierowcom wygodę. Płacąc kartą mikroprocesorową musimy dokonać operacji na początku i po zakończeniu parkowania. W ten sposób płacimy tylko za rzeczywisty czas postoju. Gdy zapomnimy włożyć karty na koniec postoju nie będziemy musieli wracać do tego samego parkomatu. Skończyć parkowanie możemy w każdym innym urządzenie należącym do tej samej strefy opłat.
Z kolei personalizacja karty – czyli przypisanie jej do osoby umożliwi zablokowanie operacji w przypadku zgubienia lub kradzieży (tak jak w przypadku karty bankowej).
Pierwszych 40 parkomatów stanie na ulicach w przyszłym tygodniu. Ulokowane będą na ulicach: św. Antoniego, Włodkowica, Bogusławskiego, Zapolskiej, Podwale, pl. Muzealnym, pl. Katedralnym i św. Józefa. Będą działać, ale na razie bez dodatkowych funkcji. Od razu czynne będzie też biuro obsługi klienta, gdzie kupimy karty parkomatowe. Kolejne partie automatów pojawią się w połowie i pod koniec października. Do tego czasu na ulicach będzie pracowało 50 parkingowych.

Autor artykułu: Bartosz Wawryszuk