Archive for August, 2004

Rżany blisko raju

Wednesday, August 25th, 2004

Jeżeli wrocławski bokser wygra dzisiaj z Azerem Fuadem Asłanowem, zdobędzie medal

Ćwierćfinałowym rywalem Andrzeja Rżanego w kategorii 51 kg będzie Azer Fuad Asłanow. Ten sam, którego nasz bokser pokonał w ostatnich mistrzostwach Europy w chorwackiej Puli. W 1/8 finału reprezentant Gwardii Wrocław wygrał z Marokańczykiem Hichamem Mesbahim 33:20.
Dla Rżanego to już trzecia olimpiada. W 1992 roku w Barcelonie przegrał w pierwszej rundzie z Hindusem Rajandrą Rasadem 6:12. znacznie lepiej poszło mu w Sydney. Najpierw wypunktował 15:13 Celestina Augustina (Madagaskar), później pokonał Arłana Lerio (Filipiny) 18:18 (70:69 w małych punktach). W ćwierćfinale przegrał z Władimirem Sidorenką (Ukraina) przez rsco w III rundzie (2:17) i odpadł z turnieju, tamując 5-8 m.
- Do czasu, kiedy nie byłem trenerem kadry Andrzej jeździł na wszystkie imprezy i zgrupowania. To wszystko musiało się niestety odbijać na jego zdrowiu, bo przecież to człowiek drobnej postury. Dlatego postanowiłem, że teraz będzie koncentrował się na wybranych imprezach. Brąz z ME z Puli jest dowodem, że miałem rację – twierdzi Ludwik Buczyński, trener kadry bokserów.
Rżany urodził się 26 września 1973 w Mielcu (jest synem Józefa, także zawodnika i trenera boksu). Karierę zaczynał w Igloopolu Dębica (1986-1993), skąd na krótko przeniósł się do Hetmana Kadex Zamość (1992). Od 1994 roku boksuje w Gwardii Wrocław. Jego dotychczasowy największy sukces, to brąz z mistrzostw świata w Houston (1999). Jest 10-krotnym mistrzem Polski.

Autor artykułu: (im)

Stawowy sprzedany do Zabrza

Wednesday, August 25th, 2004

Piotr Stawowy, ostatnio grający w Polarze Wrocław, został wczoraj sprzedany do Górnika Zabrze. Pieniądze uzyskane z tego transferu trafią jednak nie tylko do zakrzowskiego trzecioligowca, ale także do Ślęzy, która dysponowała częścią praw do karty tego obrońcy.

19-letni Stawowy, reprezentant Polski w tej kategorii wiekowej, pochodzi z Dzierżoniowa. Z tamtejszej Lechii przeniósł się na krótko do Ślęzy, skąd trafił do Pogoni Oleśnica. Ale dopiero w Polarze zaczęło być o nim głośno.
Wszystko wskazuje na to, że mecz 11. kolejki (16/17 października) pomiędzy Polarem a Śląskiem odbędzie się przy Oporowskiej.
- Policja wskazała ten obiekt jako najlepsze miejsce do rozegrania wspominanego spotkania. Dzisiaj będę w tej sprawie dzwonił do dyrektora MOSiR Południe Marka Danielaka – potwierdził nam Tomasz Szypuła z ZKS Polar.

Autor artykułu: (im)

Nikt nie chce zabytku

Tuesday, August 24th, 2004

Oławska wieża ciśnień stoi nieużywana od 1988 roku. Właśnie wtedy przestała pełnić swoją długoletnią funkcję. Od tamtej pory już sześć razy próbowano ją sprzedać. I albo nie było chętnych, albo nie odpowiadała im cena. W ostatnim przetargu w 2003 roku, którego również nie rozstrzygnięto, wieżę wyceniono na 62 tysiące złotych. To o 20 tys mniej niż dwa lata wcześniej.
Także przeznaczenie emerytki się zmieniło. – W tej chwili wieża przeznaczona jest pod usługi charakterystyczne dla centrów miast. To ośrodki kultury, punkty gastronomiczne, kawiarnie, albo punkty handlowe z tak zwanymi artykułami ekskluzywnymi – mówi architekt miejski Andrzej Solski. Zaznacza jednak, że aby w wieży mogło coś podobnego powstać, trzeba ją przebudować. To wymagałoby od potencjalnego inwestora dużych pieniędzy. Aby uzyskać na górze 50 mkw powierzchni, trzeba zdemontować wielki zbiornik na wodę. – Budynek jest w dobrym stanie ale jego nietypowa konstrukcja odstrasza inwestorów. Utrudnia bowiem jakiekolwiek jego wykorzystanie – dodaje Solski. Wieża Ma jednak też swoje atuty – ładny, charakterystyczny wygląd i wysokość

Autor artykułu: (SZYG)

Prezes chciał zaspawać

Tuesday, August 24th, 2004

KŁODZKO Chwile grozy przeżyli wczoraj państwo Jaśkiewicz, którzy prowadzą sklep spożywczy „Baton” w centrum Kłodzka. Pracownicy Powszechnej Spółdzielni Spożywców „Społem” chcieli zaspawać drzwi wejściowe do tego sklepu.

Ostatecznie prezes PSS-u, Stefan Klimaszko, odwołał przygotowanych do spawania pracowników. Zapowiedział jednak państwu Jaśkiewiczom, że mają opuścić lokal, który jest własnością spółdzielni, do rana następnego dnia.
Przypomnijmy. Prezes Stefan Klimaszko wypowiedział umowę na dzierżawę prowadzonego przez państwa Jaśkiewiczów od 1998 roku sklepu w I kwartale tego roku. Okres wypowiedzenia upłyną 31 maja. Państwo Jaśkiewicz nie chcą jednak opuścić sklepu. Twierdza, że wypowiedzenie jest nieważne. Sprawa trafiła do sądu. W ubiegłym tygodniu Baton był przez dwa dni zamknięty. Pracownicy PSS-u na polecenie prezesa zamknęli drzwi na kłódkę.
Stefan Klimaszko nie widzi nic złego w zamknięciu sklepu na kłódkę, a nawet w zaspawaniu drzwi.
– Nie mam zamiaru czekać dwa lat na decyzje sądu o eksmisji. Przecież ten lokal ma przynosić pieniądze spółdzielni – mówi. – Jeśli państwo Jaśkiewicz czują się skrzywdzeni niech wniosą do sądu pozew. Zobaczymy, kto wygra.

Autor artykułu: (PIEL)

Będą osobno

Tuesday, August 24th, 2004

STRONIE ŚLĄSKIE/BYSTRZYCA KŁODZKA Sąd Apelacyjny we Wrocławiu podtrzymał w mocy wyrok sądu pierwszej instancji, który zezwolił na podział Spółdzielni Mieszkaniowej w Bystrzycy Kłodzkiej. Cieszą się spółdzielcy ze Stronia Śląskiego, którzy będą mogli teraz utworzyć swoją własną spółdzielnię

Z inicjatywą podziału bystrzyckiej spółdzielni od kilku lat występowali spółdzielcy ze Stronia Śląskiego (spółdzielnia, oprócz Bystrzycy Kłodzkiej, ma także swoje zasoby w Lądku Zdroju, Międzylesiu i właśnie Stroniu Śląskim). Ich zdaniem tylko wyodrębnienie się i utworzenie własnej spółdzielni pozwoli sprawniej zarządzać ich mieszkaniami.
– Mamy dość nieudolnego zarządzania spółdzielnią przez obecne władze spółdzielni – twierdzi Andrzej Dutko z grupy inicjatywnej ze Stronia Śląskiego. – Spółdzielnia tonie w długach, co niekorzystne odbija się na nas. Nie możemy liczyć na żadne remonty czy naprawy. Zawsze jest jeden argument: brak pieniędzy. Dlatego chcemy wziąć sprawy w swoje ręce.
W końcu powiodło się. Sąd Okręgowy w Świdnicy wydał wstępny wyrok zezwalający na podział spółdzielni. Ale władze spółdzielni odwołały się tłumacząc, że to nie jest odpowiedni moment na podział.
– Spółdzielnia nie jest w najlepszej kondycji finansowej, a podział to bardzo kosztowna sprawa – mówi Piotr Gazda, prezes bystrzyckiej spółdzielni. – I nie kto inny, jak spółdzielcy będą musieli za to zapłacić.
Tymczasem mieszkańcy Stronia Śląskiego twardo stoją przy swoich racjach.
– To zupełnie zrozumiałe, że zarząd nie chce się zgodzić – podkreślają. – Stronie dla Bystrzycy jest kurą znoszącą złote jaja. Pozbywanie się nas, to świadome rezygnowanie z dużych pieniędzy.
Wrocławski Sąd Apelacyjny utrzymał jednak w mocy wyrok pierwszej instancji. Spółdzielcy podkreślają, że najważniejsze teraz jest dokonanie podziału spółdzielni na sprawiedliwych warunkach.
– Mamy nadzieję, że bez żadnych przeszkód usiądziemy do rozmów z zarządem i dojdziemy do porozumienia w kwestii podziału majątku – mówi Józef Biernacki.
– O tym, czy będziemy odwoływać się od wyroku sądu zadecydujemy na posiedzeniu zarządu po otrzymaniu uzasadnienia – zapowiada prezes Gazda. – Jeśli nie będzie odwołania, to usiądziemy do wspólnego stołu i podzielimy majątek proporcjonalnie do liczby członków spółdzielni.
Sprawa podziału bystrzyckiej spółdzielni jest zaledwie jedną z kilku tego typu w Polsce i jedyną, która została rozstrzygnięta.

Autor artykułu: Natalia Wellmann

Był sobie most

Tuesday, August 24th, 2004

Kilometr za węzłem Bielańskim nad autostradą stoi wiadukt. Łączy ze sobą… dwa pola. Zbudowali go jeszcze Niemcy. Wiaduktem mogłaby biec alternatywna trasa do największego kompleksu hipermarketów w tej części kraju. Ale nie pobiegnie.

Gdyby jadąc drogą krajową nr 5 w kierunku Świdnicy za Cargilem, a przed lasem skręcić w lewo, po kilkusetmetrach polną, błotnistą drogą dojedziemy do wiaduktu nad autostradą. Bez żadnych problemów mogłyby się na nim minąć dwa samochody osobowe. Ale po jego drugiej stronie, aż do wsi Zabrodzie prowadzi także polna droga tyle, że w jeszcze gorszym stanie.

Jeszcze więcej sklepów

- Wiadukt, jak wszystkie obiekty inżynierskie w pasie autostrady, należy do Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Ale już drogi dojazdowe należą do gmin i to ich należy pytać dlaczego nie jest wiadukt używany – mówi inż Stefan Rewiński, doradca we wrocławskim oddziale generalnej dyrekcji dróg.

Południowa część drogi należy do gminy Kobierzyce. To na jej terenie leżą Bielany Wrocławskie i wciąż rozrastający się tam kompleks hipermarketów. Jeszcze kilka miesięcy temu po drugiej stronie od znanych nam dobrze sklepów rosła trawa. Teraz w błyskawicznym tempie powstaje nowe centrum handlowe Bielany II.

- Jego pierwsza część ma ruszyć jeszcze w tym roku – mówi Ryszard Pacholik, wójt gminy Kobierzyce.

Obiekt będzie miał początkowo powierzchnię 11 tys mkw., a w następnych latach zostanie powiększona do 25 tys mkw. powierzchni handlowej. W jego skład wejdzie także stacja benzynowa oraz restauracja i duży parking na kilkaset aut.

Nie ma pieniędzy

Co co oznacza dla wrocławian nietrudno się domyśleć. Jeszcze więcej aut przedzierających się przez najbardziej ruchliwy punkt na drogach Dolnego Śląska – węzeł bielański. Ulicą Karnonowską, która jest praktycznie jedynym wjazdem do Wrocławia od południa, już teraz codziennie wjeżdża ok. 25 tys samochodów. Gdy ruszą kolejne hipermarkety na węźle będzie jeszcze ciaśniej.

Przez nieużywany wiadukt z drugiej strony kompleksu można by poprowadzić drogę, która przez Zabrodzie łączyłaby drogę na Świdnicę z ul. Mokronoską we Wrocławiu. Jednak władze nie są zainteresowane wybudowaniem takiej drogi.

- Zgadzam się, że taka droga byłaby potrzebna, ale powiatu nie stać na samodzielne sfinansowanie jej budowy – mówi Andrzej Wąsik, starosta powiatu wrocławskiego ziemskiego.

Odciążyć węzeł zepsuta drogą

Także władze miasta twierdzą, że ta inwestycja byłaby zbyt kosztowa i twierdzą, że kłopot z południowymi wjazdami do miasta rozwiążą inaczej.

- Remontujemy ulicę Czekoladową i ona będzie alternatywnym dojazdem na Bielany – mówi Sławomir Najnigier, wiceprezydent Wrocławia odpowiedzialny za inwestycje. – A żeby skierować część ruchu inną trasą zamierzamy wyremontować wylot na Strzelin, czyli ulice Bardzką i Buforową. Ta droga będzie gotowa w do 2007 roku.

Zdaniem władz miasta powinno to w znaczny sposób odciążyć węzeł bielański, bo jadąc w kierunku Strzelina można dotrzeć do autostrady A4 w rejonie Krajkowa. Wyremontowanie Bardzkiej i Buforowej miałoby spowodować, że wszyscy wyjeżdżający na wschód – w kierunku Katowic i Krakowa – wyjeżdżaliby z miasta właśnie tą trasą. Kłopot w tym, że od granic Wrocławia do autostrady jest kilka kilometrów drogi, która jest w opłakanym stanie technicznym. A więc skutecznie zniechęca do podróżowania tą trasą.

Nasz Komentarz:

Wiadukt, którzy zbudowali Niemcy, zgodnie z ich planami miał stać się częścią prowadzącej tamtędy drogi. Minęło pół wieku a o drodze nikt nawet nie pomyśli. Oczywiście zburzenie wiaduktu byłoby zwykłym marnotrawstwem, więc i na to nikt się nie zdecyduje. Wychodzi więc na to, że przez następne lata generalna dyrekcja dróg jak co roku będzie wydawać kilkadziesiąt tysięcy złotych na utrzymanie wiaduktu łączącego dwa pola.

Autor artykułu: Bartłomiej Knapik

Pieszy wpadł pod tira

Monday, August 23rd, 2004

OŁAWA. W piątek popołudniu na przejściu dla pieszych przy ulicy Kutrowskiego, na wysokości Gimnazjum nr 2 pod ciężarowe volvo jadące w kierunku Wrocławia wpadł 69-letni oławianin. Ze zmiażdżoną ręką i innymi obrażeniami karetka przewiozła go do pobliskiego szpitala, a już po kilkunastu minutach śmigłowiec zabrał go stamtąd do Centrum Medycyny Ratunkowej we Wrocławiu.
Policjanci nie zdradzają na razie szczegółów zdarzenia. – Kierowca ciężarówki zeznał, że pieszy przechodził przez przejście w stronę szkoły. Nie było świadków wypadku. Nie znamy też jeszcze jego przyczyny, ustalimy je w drodze dochodzenia – informuje Jan Broda z oławskiej policji. Kierujący tirem (przyjechał z Kościana w województwie wielkopolskim) był trzeźwy.
Przejście jest dokładnie oznakowane. W miejscu wypadku zorganizowano ruch wahadłowy.

Autor artykułu: (SZYG)

Drogie głosowanie

Monday, August 23rd, 2004

OSIEK, powiat OŁAWA
Takie głosowanie to tylko strata pieniędzy – przekonywał Wiesław Surdel z Osieka. – Jeden radny zrezygnował, a tyle zamieszania narobił.
Mieszkańcy Osieku, Niemila, Chwalibożyc i Jankowic Małych spod Oławy wybierali wczoraj nowego gminnego radnego. Te cztery wsie w lokalnym parlamencie reprezentuje jedna osoba. Dotąd był nią Stanisław Korsan, ale zrzekł się mandatu. Był w opozycji. Zdenerwowało go, że w gminnym parlamencie lista oponentów wójta sukcesywnie topniała.
O schedę po Korsanie walczyły cztery osoby. Kto uzyskał największe poparcie, dowiemy się dzisiaj.
Powtórne wybory kosztowały podatników prawie 2 tysiące złotych. Najwięcej pochłonęły diety członków komisji wyborczych (jedna – obwodowa, pracowała w lokalu wyborczym, druga – gminna, w magistracie). Trzeba było także wydrukować plakaty wyborcze i karty do głosowania oraz przygotować spisy wyborców.
Frekwencja była niska. Do południa na listach uprawnionych do głosowania znaleźć można było tylko pojedyncze podpisy. Dłuższa kolejka do urny ustawiła się jedynie po mszy w pobliskim kościele.
Głosowali głównie starsi mieszkańcy. Ci młodsi tłumaczyli, że ze swoją wsią i gminą niewiele mają wspólnego. W większości uczą się i pracują we Wrocławiu lub Oławie. Na wsi tylko nocują.
- Radny ma prawo zrezygnować z manadatu. Nie powinien pracować na siłę. Ale w takiej sytuacji jego miejsce w radzie powinien zajmować kandydat, który w ostatnich wyborach zajął drugie miejsce – sugerował Wiesław Surdel.
W gminie Oława już po raz drugi w tej kadencji trzeba było uzupełniać skład lokalnego parlamentu. W lutym 2003 roku wybory uzupełniające odbyły się w Gaci, Psarach i Maszkowie. Mieszkańcy tych miejscowości wybierali radnego, który zajął miejsce wybranego na wójta Jana Kownackiego.

Autor artykułu: (MIG)

Ludzie z cienia

Monday, August 23rd, 2004

WIDZIANE Z WROCŁAWIA

1. Chcielibyśmy podziękować Pawłowi Randzie za to, że trenował z nami i podnosił nasz poziom sportowy – mówił wczoraj dwukrotny mistrz olimpijski w dwójce podwójnej wagi lekkiej, Robert Sycz. Wiedział co mówi, bo wrocławski wioślarz nie raz złoił treningowo skórę i Syczowi, i Kucharskiemu. Ale w jedynkach. W duecie dwóch ostatnich nie da się podrobić. Oni są jak stare dobre małżeństwo – czasem się kłócą, czasem nie mogą na siebie patrzeć, ale zawsze do siebie wracają i spotykają na wodzie. Rańda im pomógł i nie jest jedynym bohaterem, dla którego na pierwszych stronach brakuje miejsca.

2. W domach dobrze opłacanych sportowców dalece rozwinęła się w dzisiejszych czasach funkcja tzw. księgowej, którą pełnią rzecz jasna żony. Księgowe mają to do siebie, że najpierw pytają ile zarobiłeś, a w dalszej kolejności – jak ci misiu poszło. Żona Mateusza Kusznierewicza – Agnieszka Guzy podobno ma inne zasady. Wspólnie z mężem stworzyła dla dzieci Akademię Sportowej Przygody, gdzie nie istnieje pojęcie czasu wolnego i wspólnie z mężem cieszyła się z jego brązu. Mimo że w Atlancie było złoto.

3. Podczas gdy nasza Złotylia od kilku dni jest rozrywana, jej trener Paweł Słomiński jeszcze w piątek mówił nam, że w Atenach zupełnie nie odczuwa wokół swojej osoby szaleństwa. A to przecież on współtworzył grupę polskich pływaków – w Polsce, nie w USA – która odniosła największy sukces w historii igrzysk. To on na tydzień przed igrzyskami zdecydował, że Jędrzejczak popłynie nie na dwóch, a na trzech dystansach. Układ w tym związku jest prosty – on podejmuje decyzje i tylko on jest za nie odpowiedzialny. A więc za srebro na 400 metrów stylem dowolnym również on musi wziąć odpowiedzialność. Słomiński to warszawiak, ale swego czasu był żonaty z jedną z wrocławskich florecistek.

4. Tak jak Rańda pomógł Syczowi i Kucharskiemu, tak cząstkę swojego brązu Sylwia Gruchała zawdzięcza koleżankom, z którymi przebywa na obozach po 250 dni w roku. Naszym pięcioboistom lekcji szermierki udzielał z kolei brązowy medalista ostatnich mistrzostw Europy – szpadzista Robert Andrzejuk. Czy ta para nie poszła w gwizdek, Marcin Horbacz i Andrzej Stefanek pokażą nam na dniach. Bo nie wszyscy drugoplanowi aktorzy wyszli w Atenach z cienia.

5. Porażka Renaty Mauer-Różańskiej oznacza także porażkę osławionego Jana Blecharza. Psycholog od Małysza spędził ostatnio sporo czasu z naszą strzelczynią, ale tym razem jego siedem zasad nie wystarczyło. Zresztą doktor Blecharz czasem woli zostać z boku. Od dłuższego już czasu współpracuje na korcie z Martą Domachowską, ale dopóki świat o Marcie nie usłyszy, nie będzie też wiedział o jej współpracy z doktorem. Bo nazwisko Blecharz ma się kojarzyć tylko z sukcesami. Taki jest układ. Nawet sprytny.

Autor artykułu: Wojciech Koerber

Wbrew mieszkańcom

Monday, August 23rd, 2004

Handlowcy ze sklepów przy ul. Sierpnia’80 chcą, aby na
chodnikach mogli parkować autami ich klienci.

Urzędnicy nie wyrażają na to zgody, a mieszkańcy chcą całkowicie wyłączyć ulicę z ruchu.
Kupcy i przedsiębiorcy pracujący przy ul. Sierpnia’80 domagają się takiej zmiany organizacji ruchu, aby na chodnikach mogły parkować samochody. Ich zdaniem znacznie ułatwiłoby to dostęp, m.in. do banku, punktu informacji turystycznej, telekomunikacji i sklepów. Ze specjalnym wnioskiem wystąpili do starosty – bo droga administrowana jest przez powiat.

– Odmówiono nam, a ja nie mogę zrozumieć dlaczego – mówi Bogdan Nowak, właściciel sklepu. – Przecież chodniki są tu szerokie i samochody nie przeszkadzałyby pieszym.
– Sprawę badała specjalna komisja i nie wyraziliśmy zgody na zmiany – mówi Anatoliusz Koper z powiatowego zarządu dróg. – Niedawno cała ulica została przebudowana specjalnie na deptak prowadzący do Rynku. Chodniki wyłożono kostką, którą mogą zniszczyć samochody, a jezdnię zwężono. Poza tym, na zapleczach domów są parkingi, które zazwyczaj stoją puste, bo wszyscy chcą podjechać pod same drzwi sklepu.
Kupcy pytają z jakiego powodu otwarto dla ruchu ulicę Prusa, która jest bardzo wąska, chodniki tam jeszcze piękniejsze i aby zrobić miejsce dla zatrzymujących się samochodów usunięto nawet kwietniki i ławeczki. Do tego dochodzą ciągłe protesty mieszkańców skarżących się na hałas, spaliny i pękające ściany. Ulicę otwarto kilka lat temu – decyzją poprzedniego starosty – i tak już zostało. – W tej sprawie opinia komisji też była negatywna – twierdzi Anatoliusz Koper. – Chcieliśmy tam zachować tradycyjny deptak, ale nie mamy wpływu na postanowienia władzy.

Autor artykułu: (GIL)