Zofia Dillenius, ps. „Jodła” w chwili wybuchu Powstania Warszawskiego miała 16 lat. Już dwa lata wcześniej wstąpiła do podziemnego harcerstwa – Szarych Szeregów. Podczas powstania służyła w pułku „Baszta”. Na początku jej zadaniem było przynoszenie jedzenia walczącym na pierwszej linii frontu. We dwie z koleżanką przebiegały z ciężkim kotłem przez szeroką ulicę Puławską.
- Tam strzelali snajperzy, na szczęście nie trafili żadnej z nas, ale przestrzelili kocioł – opowiada. Później pani Zofia służyła jako łączniczka przy komendzie Mokotowa. Razem z koleżanką – Lilką Krajewską – zgłosiły się na ochotnika do próby przedostania się do Śródmieścia przez niemieckie linie. Nie udało się – po drodze zostały zaskoczone przez niemieckiego żołnierza i trafiły do obozu przejściowego w Pruszkowie. Były młode, więc groziło im wywiezienie na roboty przymusowe w głąb Rzeszy. Z grupy, która tylko czekała na transport do Niemiec uciekały kilka razy. W końcu uratował je polski lekarz – przyjaciel rodziców pani Zofii. U niej stwierdził gruźlicę, u jej towarzyszki czerwonkę i dzięki temu obie zostały wypuszczone z obozu. Postanowiły wrócić do walczącej stolicy.
- Taki po prostu był nasz obowiązek – stwierdza „Jodła”. By dostać się do Warszawy łączniczki musiały przekraść się podczas wielkiej ulewy przez trzy niemieckie linie. Powstanie dla pani Zofii skończyło się 27 września wraz z kapitulacją Mokotowa. Po wojnie razem z rodzicami (ojciec – oficer kawalerii wrócił z niemieckiej niewoli) i bratem zamieszkała w Nowej Soli. Na studia przyjechała do Wrocławia. Ukończyła historię sztuki i przez kilkadziesiąt lat pracowała w Ossolineum jako redaktor. W 1980 roku była przewodniczącą “Solidarności” w wydawnictwie. Teraz jest członkinią prezydium okręgu dolnośląskiego Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej. Razem z mężem wydaje też pismo związku o tym samym tytule co gazeta z czasów Polski Podziemnej – “Biuletyn Informacyjny”.
Autor artykułu: (DAW)