Archive for June, 2004

Świadectwo nie świadczy

Friday, June 25th, 2004

Dzisiaj Jasiek ma tremę. Jutro jego pierwsza premiera w profesjonalnym teatrze. Szybko zaczyna. Ma dopiero 14 lat, a u jego boku profesjonalni aktorzy z teatru “Ad Spectatores”. O Jaśku wszyscy mówią zdolniacha, geniusz, po prostu talent. Tego talentu nie widać u niego na świadectwie. Z polskiego zaledwie trójczyna.

– To prawda, że mam słabe oceny. Zwłaszcza z polskiego i historii. Ale moim zdaniem stopnie o niczym nie świadczą. I tak zostanę aktorem, zrobię karierę, nawet bez szóstek na świadectwie – uśmiecha się Jasiek Nesterowicz. W spektaklu “Wrocławski pociąg widm” gra niemieckiego chłopca. Bębenek na szyi, faszystowska pieśń na ustach. Wszyscy się nim zachwycają. Jego talent dostrzegli profesjonaliści. Jasiek wygrał w tym roku 49. Dolnośląski Konkurs Recytatorski. Deklamował prozę Białoszewskiego. Oszołomił komisję i całą widownię. Dlaczego więc na świadectwie tak kiepściuchno? – Bo jestem leniem! Nie chce mi się! Na przykład ostatnio z techniki mogłem mieć szóstkę. Wystarczyło tylko przynieść dodatkową pracę. I co? Zlekceważyłem, bo mi się nie chciało. Historię lubię, ale w ogóle się jej nie uczyłem. Wstyd. Z polskiego nie potrafię się nauczyć gramatyki. Zasypiam, tak mnie nudzi. Ale za to z fizyki mam czwórkę. Fuksem. Bo zgubiłem zeszyt i pani nie mogła zobaczyć, jaki jest brzydki i nieuzupełniony.

Dla rodziców – warto!

Jasiek trochę żałuje, że świadectwo ma słabe. – Ze względu na rodziców. Byłoby im miło, gdybym przynosił do domu lepsze oceny. Jak się kocha rodziców, to warto to dla nich zrobić. Ja obiecałem, że w przyszłym roku postaram się o lepsze stopnie. Zrobię to dla nich, niech mają satysfakcję. Dla mnie i tak najważniejszy jest teatr. Temu chcę się poświęcać. Muszę zostać aktorem. Po prostu muszę!
Michał Wolski, uczeń pierwszej klasy liceum plastycznego, z polskiego ma trójkę, a z matematyki dwa. Tydzień temu wrócił z Warszawy, gdzie prezydent Aleksander Kwaśniewski wręczył mu nagrodę za zaprojektowanie młodzieżowego logo Polski. – Kilka nocek nad tym spędziłem. Chciałem, żeby to logo było profesjonalne. Miało młodzieżowy charakter, ale wykonanie w stu procentach zawodowe. Przez to zawaliłem trochę świadectwo, bo nie mogę jednocześnie dobrze się uczyć i wygrywać konkursy. Nie jestem cyborgiem.

Zagrożony, ale talent

Michał dużo tworzy. Mimo że w domu jest ich szóstka rodzeństwa, zamyka się w pokoju i rzeźbi w drewnie, robi witraże, płaskorzeźby, sztandary. Zdobywa nagrody w konkursach. Za dwa lata chce napisać książkę. Poradnik o kompozycji dla grafików komputerowych. Teraz siedzi przed komputerem i tworzy strony internetowe: swojemu ojcu, szkole, bratu, przyjaciołom.
Michał nie był od początku geniuszem plastycznym. – Coś tam rysował. Miał zacięcie, ale bez przesady – wspomina tato Michała.
Raz był nawet zagrożony z plastyki. Nie robił prac, nie zanosił rysunków do szkoły. Pani zorientowała się, że ma talent, ale leniuch z niego straszny! Powiedziała, że jak się weźmie za siebie, to ma nawet szanse na szóstkę. Michał się zmobilizował, zaczął tworzyć małe arcydzieła.
– Wtedy już nie miałem wątpliwości, że powinien iść do szkoły plastycznej. A że nie ma piątek z matematyki i polskiego? Trudno. Nie można mieć wszystkiego. Ma talent i jemu powinien się poświęcić. Lekcji oczywiście nie zaniedbywać, pracować jak tylko może najlepiej, ale iść swoją ścieżką. Tam, gdzie prowadzi go serce, a nie instytucja – dodaje tato. Dumny z syna pokazuje zdjęcia z Kwaśniewskim.

I sport, i nauka

Zdaniem pedagog Miry Skoczylas-Żychaluk, świadectwo jest ważne, ale nie za wszelką cenę. – To skomplikowana sprawa. Z jednej strony fajnie by było iść swoją drogą, robić to, co nas pasjonuje, a resztę przedmiotów po prostu zaliczać. Nie starać się nadmiernie. Z drugiej strony weźmy za przykład młodego sportowca. Chłopak biega na treningi, zawala matematykę, poświęca wszystko pływaniu. Stawia wszystko na jedną kartę. I nagle wypadek, kontuzja, uraz. Co robić? Sportu uprawiać już nie będzie, a w głowie też mu niewiele pozostało. To początek tragedii. Więc jak w każdym przypadku, polecałabym złoty środek – tłumaczy pedagog.
Kinga Zielińska pasjonuje się koszykówką. Trenuje codziennie. – To już nie jest zabawa. To prawdziwy sport – tłumaczy.
Razem ze swoją drużyną zdobyła brązowy medal na mistrzostwach Polski. Ale zna umiar. Poważnie traktuje i sport, i naukę. Ma średnią 5,35. Świadectwo z czerwonym paskiem. – Wiem, że oceny nie są miarą. Są tylko konsekwencją sumienności, może sprytu i dużej pracy. Niekoniecznie inteligencji czy błyskotliwości. Koniec roku to dopytywanie, naciąganie, poprawianie. Ja jestem najlepszym przykładem. Z fizyki mam piątkę. Ale wiem, że umiem najwyżej na trójkę!
Kinga ma metr osiemdziesiąt wzrostu. Jest najwyższa w klasie. Uśmiechnięta. Reprezentacyjna. Nauczyciele mówią, że będą płakać, jak odejdzie ze szkoły. – To skarb – tłumaczą.
Mimo że sport jest wielką jej pasją, Kinga nie myśli o studiach na AWF-ie. – Pociąga mnie prawo. Muszę tylko wymyślić, jak połączyć studia z
koszykówką, bo i jedno, i drugie wymaga stu procent poświęcenia. Mam nadzieję, że coś wymyślę. Musi się udać!

Nie ma orłów ze wszystkiego

Kinga podkreśla jednak, że nie można być dobrym ze wszystkich przedmiotów. – Bo to jest już chore! Takich ludzi po prostu nie ma! – uśmiecha się. A jej rodzice dumni biegają na mecze, kibicują i spoglądają z uśmiechem na świadectwo.
Mira Skoczylas-Żychaluk twierdzi, że nie można dziecka oceniać po stopniach. – Każde z nich ma inne predyspozycje, inne zdolności. Dostaję gęsiej skórki, gdy słyszę rodziców przepytujących swoje dzieci: Tylko czwórka z tego sprawdzianu? No co ty, a Kasia co dostała? Piątkę? No proszę! Lepiej się nauczyła. Więc można było! Wstyd!
Czasem dziecko rozwija się dopiero wtedy, gdy wypadnie z ram szkoły, z ram instytucji, czasem oddycha z ulgą, gdy nie ma bata nad głową. Albert Einstein był słabym uczniem w szkole. Stwarzał wieczne problemy. A jednak okazał się geniuszem.
– Dziecko oczywiście ma się uczyć, ma spełniać konkretną rolę w
społeczeństwie, przyjmować warunki, które narzuca szkoła – tłumaczy pedagog. – Ale to wszystko musi filtrować przez swoje emocje, przez swoje uczucia, swój rozum. A rodzice najlepiej zrobią, jak nie będą dręczyć swoich dzieci o cztery plus z polskiego, tylko posłuchają, czego dziecko pragnie i co chce osiągnąć. Gdy je zrozumieją, to wspólnie uda im się wydeptać prostą i piękną drogę w dorosłe życie. Nawet z trójką z matematyki!

Autor artykułu: Małgorzata Agaciak

Zarząd w zerówce

Wednesday, June 23rd, 2004

NOWA RUDA Do końca tego roku pracownicy administracji Spółdzielni Mieszkaniowej w Nowej Rudzie chcą przeprowadzić się do nowych pomieszczeń.

– Opuścimy zajmowane pomieszczenia w bloku mieszkalnym i przeniesiemy się do lokalu, w którym do niedawna były klasy zerowe szkoły podstawowej – poinformował nas Zbigniew Stanikowski, prezes SM w Nowej Rudzie. – Pomieszczenia, w których obecnie urzędujemy, będą przeznaczone na trzy mieszkania.
Spółdzielcy, aby ograniczyć koszty przeprowadzki, chcą przygotować pomieszczania po byłej zerówce sposobem gospodarczym, przy pomocy własnych pracowników.

Autor artykułu: (PIEL)

Autobusem nad Bałtyk

Wednesday, June 23rd, 2004

Dwa lata temu kłodzki PKS wprowadził wakacyjne połączenie do Kołobrzegu. Linia okazała się strzałem w dziesiątkę. Latem tego roku już trzy autobusy regularnie będą jeździły nad morze

Od 26 czerwca kursować będzie autobus z Kłodzka do Ustki. Dzień później uruchomione zostanie połączenie do Gdańska, przez kilka nadmorskich miejscowości (m.in. Krynicę Morską, Kąty Rybackie, Stegnę, Jantar i Mikoszewo).
– W ubiegłym roku nasza linia do Kołobrzegu cieszyła się olbrzymim zainteresowaniem. Były dni, że musieliśmy wysyłać na trasę aż dwa autobusy, żeby zaspokoić zapotrzebowanie – mówi Marian Dźwigaj, kierownik działu przewozów pasażerskich kłodzkiego PKS. – Dlatego w tym roku postanowiliśmy rozszerzyć naszą wakacyjną ofertę o dwa dodatkowe kursy w inne części wybrzeża.
Każdy z trzech autobusów wyruszających codziennie z Kłodzka nad morze będzie jeździł inną trasą: do Kołobrzegu przez Dzierżoniów, Świdnicę i Wrocław; do Ustki przez Nową Rudę, Wałbrzych, Jawor i Legnicę; do Gdańska przez Złoty Stok, Paczków, Otmuchów i Nysę.
Codziennie wieczorem realizowane będą także kursy powrotne z trzech nadmorskich miejscowości do Kłodzka.
– Ustanowiliśmy ulgi handlowe na bilety do nadmorskich miejscowości. Na 30-procentową bonifikatę mogą liczyć dzieci i młodzież ucząca się, do 24 roku życia, studenci do 26 roku życia, a także seniorzy, czyli osoby, które ukończyły 60 lat – wymienia Marian Dźwigaj. – W tym roku zakupiliśmy dwa nowoczesne autobusy, które będą obsługiwały dalekobieżne trasy nad Bałtyk. •

Autor artykułu: Romuald Piela

Nierychliwa Temida

Wednesday, June 23rd, 2004

Minęło 14 dni od kiedy sąd postanowił oddać 3-letniego Łukaszka psychicznie chorej matce. – Uzasadnienie decyzji jest gotowe – powiedział nam wczoraj sędzia Jacek Szerer, prezes Sądu Okręgowego w Świdnicy. Ale jego treści nie zna nawet ojciec chłopczyka

Krzysztof Kowal z Bielawy ciągle nie wie, dlaczego Sąd Okręgowy w Świdnicy zmienił postanowienie Sądu Rejonowego w Dzierżoniowie i odebrał mu synka. Pan Krzysztof nie widział dziecka od 2 tygodni. Chłopiec trafił do matki, która według opinii biegłych jest chora na schizofrenię paranoidalną.
8 czerwca zapadła decyzja, wczoraj minęło 14 dni, które sąd miał na pisemne jej uzasadnienie. Specjalnie do Świdnicy po ten dokument wybrał się Adam Kowal, brat Krzysztofa, który miał od niego upoważnienie.
- Od pani w sekretariacie wydziału cywilnego odwoławczego usłyszałem, że uzasadnienie będzie dopiero w przyszłym tygodniu – mówi zdenerwowany pan Adam.
Tymczasem kilka godzin wcześniej prezes sądu zapewniał nas, że uzasadnienie jest gotowe.
- Uzasadnienie jest, ale musi ono zostać jeszcze przepisane i zatwierdzone przez cały skład sędziowski – mówi sędzia Tomasz Białek, rzecznik prasowy sądu. – To potrwa kilka dni. Uzasadnienia napływają sukcesywnie i sukcesywnie są przepisywane. Gdy na to przyjdzie kolej, zostanie przygotowane i wysłane do wnioskodawcy.
Jaka jest treść uzasadnienia?
- Nie mogę tego ujawnić prasie, ponieważ ze względu na chorobę matki dziecka sprawa toczyła się za zamkniętymi drzwiami – mówi prezes świdnickiego sądu, Jacek Szerer. – Mogę powiedzieć tylko, że to nie było tak, że sędziowie po prostu usiedli i zmienili decyzję sądu rejonowego. Wnikliwie rozpatrzyli sprawę, wzięli też pod uwagę opinię biegłej, która uznała, że dziecko może trafić do matki.
Pan Krzysztof będzie musiał więc poczekać kilka dni. Gdy dostanie uzasadnienie, będzie mógł zacząć pisać do Trybunału Sprawiedliwości w Strasburgu.
- Nie mówię, że jestem idealnym ojcem, ale się staram – zapewnia Krzysztof Kowal. – Chcę synka wychowywać. Kiedy mieszkał ze mną, od lutego do czerwca, to ja nauczyłem go robić siusiu i kupkę, przestał wreszcie chodzić w pieluchach. Łukaszek nauczył się na pamięć wierszyka „Lokomotywa”. To mądry chłopiec, warto o niego walczyć. I ja będę walczył.

Autor artykułu: Karolina Osińska

Stypendia z Unii Europejskiej

Tuesday, June 22nd, 2004

WROCŁAW Wnioski należy składać do 30 lipca. Przyznający stypendia nie będą brali pod uwagę wysokiej średniej ocen. Najważniejszym kryterium jest dochód przypadający na osobę w rodzinie – maksymalnie 504 zł.

Uprzywilejowani będą uczniowie i studenci mieszkający na wsi, w miastach do 20 tys. mieszkańców, w zdegradowanych dzielnicach miast i na terenach wojskowych. Szacuje się, że stypendium otrzyma około 16 tys. licealistów i 4 tys. studentów z Dolnego Śląska.
Uczniowie miesięcznie mogą dostać nawet 350 zł netto. Stypendium przyznawane jest na jeden rok szkolny (lub akademicki), czyli nie dłużej niż na 10 miesięcy.
Osoby ubiegające się o dofinansowanie powinny złożyć wniosek w swoim starostwie powiatowym. Te placówki mają za zadanie m.in. opracowanie regulaminu przyznawania stypendium, przygotowanie odpowiedniego wniosku do urzędu marszałkowskiego.
– Starostwa nadzorują szkoły średnie, więc informują o tej możliwości licealistów. Za to o unijnych stypendiach niewiele wiedzą studenci – powiedział nam Zenon Tagowski, dyrektor wydziału edukacji i nauki Urzędu Marszałkowskiego we Wrocławiu.
Dla studentów uruchomiono więc centrum informacji o stypendiach unijnych. Mieści się ono w Wyższej Szkole Bankowej we Wrocławiu. Od poniedziałku do piątku w godz. od godz. 10 do 15, pod telefonem (71) 356 16 37 pracownicy WSB będą udzielać informacji studentom wszystkich uczelni o możliwości uzyskania stypendiów.
Stypendia będą przyznawane przez Unię Europejską w ramach Zintegrowanego Programu Operacyjnego Rozwoju Regionalnego, finansowanego z Europejskiego Funduszu Społecznego.

Autor artykułu: (SUO)

Bo przeszkadzają w wakacje

Tuesday, June 22nd, 2004

Już nie tylko psy i koty, ale także miniaturowe króliki, tchórzofredki, szynszyle i inne małe zwierzęta trafiają do wrocławskiego schroniska dla bezdomnych zwierząt. Zaczęły przeszkadzać właścicielom, którzy jadą na wakacje

- To przykre, kiedy powodem porzucenia zwierzęcia jest po prostu chęć wyjazdu na urlop – mówi Irena Hajczuk z wrocławskiego schroniska dla bezdomnych zwierząt. – Niektórzy ludzie nie myślą, o tym aby znaleźć psu, kotu, czy innemu zwierzakowi bezpieczne miejsce na przeczekanie ich wakacyjnych wojaży. Po prostu wyrzucają czworonoga. A po powrocie postarają się po prostu o nowego szczeniaczka – dodaje pani Irena.

We wrocławskim schronisku obecnie jest ponad 300 psów i ponad setka kotów.

- Miesiąc temu telefony po prostu sie urywały. Ludzie pytali o małe kocięta. O ironio teraz, kiedy mamy ich pełno, zainteresowanie adopcją jest praktycznie żadne – mówią pracownicy schroniska.

We wrocławskim przytulisku pojawili sie już pierwsze czworonogi zapowiadające sezon wakacyjny. Królik miniaturowy i kilkanaście innych czworonogów.

- Być może trafi do nas także szynszyla. Ktoś porzucił ją w parku. Jeżeli dziewczyna która ją tam znalazła, nie znajdzie jej nowego domu, to zwierzak trafi także do nas – dodaje Irena Hajczuk.

Autor artykułu: (BEJ)

Gra idzie o targ

Tuesday, June 22nd, 2004

Polonia Wrocław nie może zarabiać prowadząc targowisko, bo pracownicy tego samego urzędu odwołują się od swoich decyzji.

O kłopotach Kolejowego Klubu Sportowego Polonia Wrocław, której grozi upadłość informowaliśmy w ubiegłym tygodniu. Jeszcze na początku ubiegłego roku Polonia była jednym z nielicznych wrocławskich klubów, który nie miał żadnych kłopotów finansowych. Prowadził targowisko na stadionie Na Niskich Łąkach, a z zysków utrzymywał swoje trzy sekcje – piłki nożnej, hokeja na trawie i szachistów. Ale w lutym ubiegłego roku wygasła umowa dzierżawy stadionu na Niskich Łąkach. Gmina przejęła obiekt i targowisko, którymi obecnie zarządza MOSiR Południe. Wprawdzie udostępnia on Polonii boiska nieodpłatnie, ale działacze twierdza, że bez dodatkowego zastrzyku gotówki klub upadnie.

Zarobić na klub

Urząd miejski nie może dać Polonii dotacji, bo zabrania mu tego prawo. Jednak w piątek wiceprezydent Jarosław Obremski obiecał zwrócić klubowi pieniądze za remonty stadionu Na Niskich Łąkach. Jedyny warunek to przedstawienie faktur.

- Byliśmy wczoraj złożyć wszystkie dokumenty i czekamy teraz aż urzędnicy wyznacza nam czas spotkanie – mówi mówi Julian Piechaty, wiceprezes Polonii.

Ale jednorazowa wypłata starczy jedynie na niedługi czas, a klubowi potrzebne jest stałe źródło dochodu.

- Dogadaliśmy się z PZMOT-em i na sąsiednim motodromie chcemy zorganizować drugie targowisko. Na stadionie i tak co niedziela jest za mało miejsca i część ludzi odchodzi z kwitkiem. Uzyskaliśmy pozytywną opinię z wydziału architektury, wszystkie potrzebne uzgodnienia od sanepidu po urząd wojewódzki – wyjaśnia Marek Trościniak, sekretarz Polonii.

Gminne lepsze

Kłopot w tym, że od decyzji wydziału architektury urzędu Miejskiego odwołała się… dyrektorka wydziału nabywania i sprzedaży nieruchomości tego samego urzędu.

Szef architektury twierdzi, że innej decyzji wydać nie mógł.

- Na tym terenie nie ma obowiązującego planu zagospodarowania przestrzennego. Za wydaniem pozytywnej opinii przemawiało za to, ze obok jest już targowisko na boisku oraz fakt, że handlowanie ma się odbywać jedynie w niedziele – mówi Piotr Fokczyński, dyrektor wydziału architektury.

- Moim obowiązkiem jest reprezentowanie interesu gminy, a organizacja targowiska tak blisko terenów rekreacyjnych nad Odrą jest sprzeczne z tym interesem – wyjaśnia Regina Danek, dyrektorka wydziału nabywania i sprzedaży nieruchomości.

Tyle, że tuż obok targowisko w imieniu gminy prowadzi MOSiR.

- Robimy wszystko, żeby zlikwidować targowisko na stadionie Na Niskich Łąkach – mówi Regina Danek. Kiedy? Tego nikt nie jest jednak w stanie powiedzieć.

Autor artykułu: Bartłomiej Knapik

Otwarcie kurka

Monday, June 21st, 2004

Dziś rozpocznie się napełnianie wodą basenu przy ul. Sudeckiej

To jedyne strzeżone otwarte kąpielisko w mieście zostanie otwarte prawdopodobnie wraz z końcem czerwca. By wypełnić obie niecki potrzeba aż 5 tys. metrów sześciennych wody. W zależności od jej dostaw potrwa od tygodnia do 10 dni. Przed rozpoczęciem nalewania wody, niecki basenów zostały uszczelnione.
Ceny biletów na basen nie zmienią się w tym roku. Osoby dorosłe zapłacą 7,50 zł, natomiast dzieci i młodzież 3,50 zł. Wejściówki niestety nie mogą być tańsze, gdyż koszty utrzymania basenu są wysokie. Tylko zakup środków chemicznych dodawanych do wody to wydatek ok. 10 tysięcy. Do tego należy doliczyć niezbędne remonty, zatrudnienie ratowników, ochrony i pracowników obsługi. Jednorazowe napełnienie wodą kosztuje ponad 30 tys zł. Należy ją uzupełniać, gdyż mimo uszczelnień niecki przeciekają i w ciągu lata ubywa ok. 20 – 30 proc. wody.
Basen przy ul. Sudeckiej powstał przed wojną jako ośrodek przygotowań przed olimpiadą w Berlinie. Od tego czasu basen nie przechodził żadnego gruntowniejszego remontu. Międzyszkolny Ośrodek Sportu chciałby go modernizować, generalny remont ma rozpocząć się jesienią tego roku.

Autor artykułu: (RS)

Dziurawa uchwała

Monday, June 21st, 2004

JELENIA GÓRA Nieprzemyślane przepisy naraziły miasto na wielotysięczne straty

Najwyższa Izba Kontroli wykryła nieprawidłowości w zażądaniu lokalami użytkowymi w mieście. Według kontrolerów tylko w jednym z zakładów gospodarki mieszkaniowej straty z tego powodu wyniosły około 300 tys. zł.

Kontrolerzy NIK badali gospodarowanie gminnymi lokalami użytkowymi w latach 2001 – 2003. W wyniku kontroli odkryli, że niektóre należące do miasta obiekty zostały sprzedane w sposób przynoszący gminie straty.
Mechanizm był prosty. Lokal był kupowany zaraz po wygranym przetargu na jego najem. Przy czym wylicytowane stawki dzierżawy były bardzo wysokie.

– W jednym z przypadków wylicytowano astronomiczny czynsz – 300 zł za metr kwadratowy. Miesięcznie dzierżawa kosztowałaby 16 tys. zł. Najemca nie zapłacił jednak ani złotówki czynszu, ponieważ błyskawicznie złożył ofertę kupna – mówi radny Robert Prystrom, który poprosił NIK o udostępnienie raportu kontroli.
Według inspektorów NIK, tylko Zakład Gospodarki Mieszkaniowej nr 2 w 2002 roku w ten sposób stracił ok. 300 tys. zł.
– Postępowanie najemców było niezgodne z interesem gminy. Było ono możliwe w związku z nieuregulowaniem tego zagadnienia w uchwale – stwierdzają autorzy raportu.
Nabywcy lokali kupowali je więc zupełnie legalnie. Pozwalała im na to luka w uchwale rady miejskiej określającej zasady sprzedaży. Została ona podjęta po to, by wieloletni najemcy mogli wykupić dzierżawione lokale na preferencyjnych warunkach – bez przetargu. Radni zapomnieli jednak zapisać przez ile lat trzeba wynajmować pomieszczenia, by skorzystać z dobrodziejstwa uchwały. W ten sposób lokal mógł wykupić każdy najemca.
Obecnie prowizorycznie załatano już tę lukę.

– Prezydent w zarządzeniu dotyczącym organizowania przetargów na dzierżawę lokali zastrzegł sobie prawo do wynajmu na rok lub dwa lata. Dopiero po tym okresie będzie możliwość sprzedaży dzierżawionego lokalu – wyjaśnia Józef Sarzyński, wiceprezydent Jeleniej Góry.
Być może niebawem radni zmienią nieprzemyślaną uchwałę.

Autor artykułu: Rafał Święcki

Liceum zostanie w tym samym miejscu

Monday, June 21st, 2004

Nie będzie przeprowadzki popularnego „Chemika”

Wbrew przewidywaniom nauczycieli i uczniów, III Liceum Ogólnokształcące im. Śniadeckiego nie zmieni na razie siedziby. – Mieści się ono w starym budynku nieopodal Zespołu Szkół „Mechanik”. Obiekt jest w kiepskim stanie technicznym. Od dawna nie był remontowany. Za niemieckich czasów był tam szpital. Budynek nie nadaje się na potrzeby szkoły. Nie ma sali gimnastycznej – powiedziała nam jedna z nauczycielek.
Były plany, aby „Chemika” przenieść do siedziby Zespołu Szkół Ogólnokształcących i Budowlanych przy ulicy Jana Pawła II, ale – po sprzeciwie uczniów, rady rodziców i nauczycieli tej placówki – taka decyzja nie zapadła.
Urzędnicy chcieli połączyć „Budowlankę” z „Mechanikiem”, lecz taki zamiar wzbudził serię protestów w „Budowlance”. – Na jednym z ostatnich posiedzeń rada miejska zdjęła z porządku obrad punkt dotyczący połączenia placówek. Najpewniej zajmie się tym na nowo po wakacjach – mówi Jerzy Pleskot, szef rady.

Autor artykułu: (CG)