Archive for May, 2004

Napad czy rozkaz

Saturday, May 29th, 2004

- Po interwencji w “Reducie” przełożeni kazali nam wziąć winę na siebie. Obiecywali, że sprawa zostanie wyciszona i umorzona. Nawet komendant policji Piotr Anioła złożył nam taką obietnicę. Dał oficerskie słowo – mówił w piątek Andrzej W. jeden z oskarżonych w procesie.

W sądzie obecni byli wszyscy oskarżeni byli antyterroryści. Trzech z nich złożyło wnioski o zmianę sędziego. Jednak wniosek odrzucono i proces mógł się rozpocząć.
Według zeznań byłych antyterrorystów 15 marca 1996 roku w “Reducie”, (gdzie spotykali się podejrzani o kradzieże aut) policjanci mieli zamanifestować siłę. Tak się jednak nie stało, gdyż przygotowany był kontratak. Doszło do bójki. Czterem policjantom zerwano z głów kominiarki. Po kilku dniach od tego zdarzenia przełożeni wezwali antyterrorystów na rozmowę.
- Obiecywali , że nikt nie straci pracy. Mieliśmy tylko mówić, że była to bójka w prywatnej sprawie. Zemsta za pobicie kolegi – mówią byli antyterroryści.
Kiedy jednak czterej policjanci dyscyplinarnie stracili pracę, szybko zmienili wyjaśnienia. Powiedzieli, że byli na akcji w “Reducie”, bo taki dostali rozkaz. Aktualny proces odbywa się po raz drugi. W zeszłym roku Sąd Okręgowy we Wrocławiu uchylił wyrok uniewinniający wydany przez sąd I instancji w 2002 r.

Autor artykułu: Beata Jackowska

Odzyskali obrazy

Saturday, May 29th, 2004

Cztery cenne płótna o wartości 55 tysięcy złotych – w tym jeden spod pędzla Wojciecha Kossaka stracił 78 letni Wrocławianin. Dzieła sztuki zostały skradzione z prywatnej kolekcji z jego domu. Do rabunku doszło dwa dni temu.

Starszy mężczyzna zauważył brak dzieł sztuki około godz. 19 wieczorem, kiedy wrócił do domu. Ale już po dwóch godzinach od zgłoszenia kradzieży policjanci zatrzymali 43 – letniego wrocławianina podejrzanego o to przestępstwo. Przy okazji tego dochodzenia policjanci w piątek odzyskali inne zaginione dzieła sztuki, które odnaleziono w mieszkaniu znajomego zatrzymanego mężczyzny

Autor artykułu: BEJ

Wrocławskie lotnisko będzie miało nowego właściciela

Saturday, May 29th, 2004

Nowym właścicielem lotniska na wrocławskich Strachowicach zostanie do końca tego roku Agencja Mienia Wojskowego. Obecnie należy ono do Skarbu Państwa, a konkretnie do Ministerstwa Obrony Narodowej. Zarządza nim 3. Korpus Obrony Powietrznej, którego dowództwo znajduje się we Wrocławiu, i Porty Lotnicze.

Jerzy Wiczkowski, zastępca dyrektora wrocławskiego oddziału Agencji Mienia Wojskowego twierdzi, że zmiana właściciela lotniska nie spowoduje jego likwidacji. – Z Portami Lotniczymi Wrocław podpiszemy umowę dzierżawy. Pewnie nawet na dłużej niż 10 lat – mówi Jerzy Wiczkowski.

Władze portu i samorządowcy nie kryją, że chodzi im głównie o to, żeby przyśpieszyć prace nad planami rozwoju Strachowic.

- Nie możemy myśleć o rozbudowie lotniska dopóki nie będziemy mieli klarownej sytuacji prawnej – mówi Fryderyk Krukowski, wiceprezezes ds. planowania i rozwoju w zarządzie spółki Port Lotniczy Wrocław.

Autor artykułu: (BK, PRZEM)

Papierkowa robota

Thursday, May 27th, 2004

– Ta biurokracja jest bezsensowna – mówi Anita Żurak, nauczycielka języka angielskiego, która właśnie stara się o uzyskanie stopnia nauczyciela dyplomowanego. – Od trzech miesięcy nie wychodzę ze stosów papierów – dodaje. – Najważniejszy jest człowiek, a nie z dokumenty – podkreśla Zygmunt Korzeniewski, dyrektor filii DODN

Wnioski o awans zawodowy nauczycieli trafią niebawem do delegatury Dolnośląskiego Kuratorium Oświaty w Jeleniej Górze. – Zarabiam mizernie, a mam spory staż pracy. Kilkaset złotych więcej pensji zawsze się przyda – mówi anglistka, Anita Żurak.
Uzyskanie wyższego stopnia w nauczycielskiej hierarchii wiąże się z udokumentowaniem własnych zasług i osiągnięć. Wszystko trzeba szczegółowo opisać. – Udział uczniów w konkursach, własne pomysły na prowadzenie lekcji. Współpraca z mediami. Każdy detal się liczy – usłyszeliśmy. Anita Żurak zgromadziła już dwa segregatory papierów.
O stopień nauczyciela dyplomowanego ubiega się też jeden z dyrektorów jeleniogórskich szkół, który nie zgodził się na podanie nazwiska. – Latam z papierkami i proszę o pieczątki. Niepotrzebnie tracę czas. Ta procedura powinna być uproszczona – mówi zainteresowany.
– Nauczyciele, zamiast skupić się na pracy z uczniami, spędzają tygodnie nad nużącą, papierkową robotą. Nie wpływa to dobrze na przebieg zajęć – komentuje Magdalena Chruszczek, matka gimnazjalisty, Macieja.
– Takie wymogi narzucił ustawodawca i nic na to nie możemy poradzić – wyjaśnia Bogusław Gałka, zastępca prezydenta Jeleniej Góry, odpowiedzialny za oświatę w mieście. – Fakt, procedura jest żmudna, ale nauczyciele jakoś sobie radzą. Nie muszą zdawać żadnego egzaminu, aby uzyskać dyplom – dodaje.
– Byłem współautorem interepelacji poselskiej w parlamencie, aby uprościć tę procedurę – mówi Zygmunt Korzeniewski, dyrektor jeleniogórskiej filii Dolnoślaskiego Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli. – Najważniejsza powinna być rozmowa z człowiekiem, a nie z dokumentami. Znam bardzo dobrych nauczycieli mianowanych, którzy nie mają dyplomu, bo czekają na zmiany tych procedur. Znam też przeciętnych uczących, którzy są skrupulatni i wykorzystują papierkową robotę. Uzyskują stopień nauczyciela dyplomowanego, a wcale lepiej nie nauczają – wyjaśnia Z. Korzeniewski.
– Nasi nauczyciele godzą drogę do awansu zawodowego z codziennymi obowiązkami – przyznaje Alicja Sowa, dyrektorka Gimnazjum nr 1 w Jeleniej Górze.
W szkołach pracują nauczyciele stażyści. Zarabiają około 1300 złotych brutto. Po egzaminie, mogą awansować na stopień nauczyciela mianowanego. Wówczas zarobią do 2000 złotych brutto. Nauczyciele dyplomowani dostają nawet ponad 3 tysiące złotych miesięcznie. Suma ich zarobków zależy od liczby godzin lekcyjnych.

Autor artykułu: Konrad Przezdzięk

Walczą o pieniądze

Thursday, May 27th, 2004

Ratownicy GOPR starają się o pieniądze na zakup nowoczesnego sprzętu.

– Za pośrednictwem Euroregionu Nysa chcemy pozyskać ok. 70 – 80 tys euro z funduszy Unii Europejskiej – mówi Maciej Abramowicz.
GOPR chce kupić samochód terenowy, skuter śnieżny i czterokołowy motocykl. Dodatkowo do wyposażenia tego zespołu miałyby trafić piły spalinowe oraz specjalna przyczepa do transportu rannych. W tej chwili potrzeby transportowe ratowników w Karkonoszach zabezpieczają trzy samochody terenowe, jedno auto z napędem na cztery koła, cztery skutery śnieżne oraz trzy czterokołowe motocykle.

Autor artykułu: (RS)

Powietrzna gala

Thursday, May 27th, 2004

JELENIA GÓRA Właściciele szybowców, wyprodukowanych w Jeżowie pod Jelenią Górą jeszcze przed II wojną światową, znajdą się wśród gości zlotu prywatnych właścicieli tych urządzeń do latania, który odbędzie się na przełomie lipca i sierpnia w Jeleniej Górze. Udział w planowanym zlocie potwierdziło już ponad stu szybowników z Polski i zagranicy. Zlot organizuje Aeroklub Jeleniogórski.

Wśród szybowców zgłoszonych do zlotu będą legendarne modele Grünau Baby wytwarzane w latach trzydziestych i czterdziestych. Już w tych latach Jelenia Góra i pobliski Jeżów z Górą Szybowcową były jednym z głównych ośrodków szybownictwa w Niemczech i w Europie. Tak zwana „Fala Karkonoska” – wiatr, który odbija się od głównego grzbietu Karkonoszy i wieje stromo w górę – umożliwia szybownikom ustanawianie rekordów wysokościowych i znana jest do dziś na całym świecie.
– Nie wiadomo, czy te najstarsze wzlecą, ale na pewno odbędzie się wiele pokazów, w których uczestniczyć będą współczesne szybowce – powiedział Bronisław Peikert prezes Aeroklubu Jeleniogórskiego.

Autor artykułu: (WJ)

Bunt w więzieniu

Tuesday, May 25th, 2004

Około 500 więźniów Zakładu Karnego w Wołowie od wczoraj nie przyjmuje posiłków. Wśród grupy, która dowodzi protestem znajdują się skazani za morderstwo, gwałt i napad z bronią w ręku. Więzienie w Wołowie należy do najcięższych w kraju.

- Jesteśmy przygotowani do użycia siły. Dyżury pełni większa liczba funkcjonariuszy. – mówi pułkownik Marek Gajos, dyrektor Zakładu Karnego w Wołowie. – Od kilku dni więźniowie gromadzili żywność – głównie chleb i artykuły spożywcze. Nie przyjmują za to posiłków dostarczanych przez administrację zakładu.
W więzieniu znajduje się m.in. oddział, na którym przebywają, odizolowani w jednoosobowych celach, wielokrotni mordercy. Oni nie protestują. Bunt wszczęła grupa około 500 skazanych, którzy sprzeciwiają się przeludnieniu w celach. W zakładzie jest miejsce dla 1041 osób, tymczasem przebywa tam 1476 mężczyzn (około 230 skazanych za zabójstwo). W większości cel pięcioosobowych przebywa po 8 więźniów. Na jednego więźnia przypadają około 2 metry kwadratowe (według polskich powinny być to minimum 3 metry).
- Dziewiątego łóżka nie będzie, bo nie wejdzie. Stu pięćdziesięciu skazanych ma ciężkie warunki, ale nie dramatyczne. We wszystkich jednostkach w Polsce jest przeludnienie – zapewnia Marek Gajos.
Psycholog Marta Darmoros, tłumaczy, że takie warunki mogą wywołać agresję i choroby psychiczne. – Nawet więzień musi egzystować w ludzkich warunkach – stwierdza.

Strażnicy wołowskiego więzienia już w piątek zauważyli napięcie wśród skazanych. Kilkanaście osób puszczało tzw. zastawki (w gwarze więziennej informacje o planowanym proteście).
Wczoraj więźniowie nie przyjęli śniadania (kiełbasa litewska, chleb, masło). W zakładzie natychmiast zaostrzono rygor: wstrzymano odwiedziny, spacery, zamknięto salę gimnastyczną, siłownię, nie odbyły się zajęcia kulturalne. Na gazetce więziennej wywieszono: komunikat o rozpoczętym proteście, który przesłano mediom, zarządzenie dyrektora więzienia wprowadzające ograniczenie, oraz… komentarze z portalu internetowego. Skazani nie zareagowali ani na to, ani na rozmowy z wychowawcami. Nie przyjęli także obiadu (zupa ziemniaczana oraz leczo z ryżem) i kolacji.
- Regulamin zabrania nieprzyjmowania posiłków. Wobec protestujących mogą zostać zastosowane kary: od nagany do 14 dni izolatki – wyjaśnia dyrektor więzienia. – Być może prowodyrów tego protestu będziemy rozwozić do innych zakładów
Protestujący przez cały dzień leżeli na łóżkach. Wielu z nich słuchało relacji z buntu w radiu, oglądało telewizję. Przed bramą więzienia zebrał się tłum dziennikarzy. Zakład był zamknięty, wpuszczano tylko dostawców.
- Co tydzień przywożę tu warzywa. Zawsze rozładowują je więźniowie. Dziś byli pod bardzo dużym nadzorem. Nie widziałem nikogo ze skazanych na spacerze. Była za to większa niż zwykle liczba strażników – powiedział nam Maciej Maraszek, handlowiec.
Na wieżach strażniczych zamiast dwóch, było trzech strażników. Przed więzieniem wystawiono dwa patrole policyjne, które legitymowały każdego, kto choć na chwilkę zatrzymał się przy murach.
- Panujemy nad sytuacją – zapewnił Witold Bandzwołek, zastępca okręgowego dyrektora służb więziennych we Wrocławiu.
Luiza Sałapa, rzeczniczka prasowa Centralnego Zarządu Służby Więziennej, powiedziała nam, że w innych zakładach w Polsce jest spokojnie. – Nigdzie nie wprowadzono podobnych zaostrzeń. Nasi ludzie są jednak wyczuleni. – stwierdziła.


Brakuje miejsc
Na Dolnym Śląsku jest 6 aresztów (Dzierżoniów, Jelenia Góra, Lubań, Świdnica, Wałbrzych, Wrocław) i 8 zakładów karnych (Głogów, Kłodzko, Oleśnica, Strzelin, Wołów, Wrocław nr 1, Wrocław nr 2, Zaręba). Pojemność wszystkich tych zakładów to 6559 miejsc. Tymczasem przebywa w nich 7805 skazanych. W całej Polsce jest 69 tys. miejsc, a odsiaduje wyrok 80,5 tys. osób. Kolejne 30 tysięcy ludzi w naszym kraju oczekuje na karę więzienia.
Ostatnie więzienie w Polsce oddano w 2003 roku w Piotrkowie Trybunalskim (dla 600 osób).

Autor artykułu: Jarosław Sulikowski

Kto prowadził?

Tuesday, May 25th, 2004

Czternastolatek za kierownicą auta, które uderzyło w drzewo

Bolesławieccy policjanci wezwani zostali do wypadku drogowego, podczas którego osobowy samochód uderzył w drzewo. Zdarzenie miało miejsce na ulicy Zwycięstwa. Kiedy funkcjonariusze przyjechali na miejsce stwierdzili, że za kierownicą auta siedział 14-letni chłopiec, którego pogotowie odwiozło do szpitala z obrażeniami głowy, kręgosłupa i klatki piersiowej.
Policja natychmiast przeprowadziła dochodzenie, czy 14-latek faktycznie kierował autem, czy też samochód prowadził ktoś, kto następnie zbiegł z miejsca wypadku. – Rozwiązanie sprawy okazało się bardzo proste – mówi Grzegorz Górski z bolesławieckiej policji. – Autem kierował dziadek chłopca, który w czasie gdy policja przyjechała na miejsce zdarzenia pobiegł do oddalonej o 200 metrów stacji pogotowia zgłosić wypadek. Kierowca był trzeźwy, a chłopiec musiał się po prostu przesiąść na miejsce kierującego.

Autor artykułu: (LEG)

Zmiany w zespole wrocławskiego Teatru Polskiego

Tuesday, May 25th, 2004

Aktorzy Teatru Polskiego – Krzysztof Dracz i Miłogost Reczek, opuszczają Wrocław. Od września będą mogli ich podziwiać widzowie warszawskiego Teatru Dramatycznego.

- Jesteśmy w takim wieku, że to ostatnia szansa na zmierzenie się z nowymi wyzwaniami, bez których człowiek się nie rozwija. W Warszawie jest nieporównywalnie więcej możliwości pracy – tłumaczy 43-letni Reczek. Obaj grali w Polskim od pierwszej połowy lat 80.
- Przeżyłem w Polskim dobre i złe chwile i sentyment zostaje. Teraz teatr jest przez władze województwa kompletnie niedoceniany i nie wiadomo, co się tu wydarzy w przyszłości – dodaje aktor. Podkreśla, że decyzja o wyjeździe nie jest związana z jego udziałem w konkursie na dyrektora Teatru Polskiego.
Ze stołecznym Dramatycznym, którego dyrektorem jest Piotr Cieślak, stale współpracują znakomici reżyserzy, m.in. Krystin Lupa i Paweł Miśkiewicz. Już wiadomo, że Dracz wystąpi w nowym spektaklu tego ostatniego, w jakich przedstawieniach pokaże się Reczek, będzie wiadomo lada chwila.
Angaż do teatru w Warszawie nie oznacza zdjęcia z afisza wrocławskich spektakli z udziałem obu aktorów.
- Nie zrywamy z nimi współpracy, nadal będą grali w przedstawieniach Polskiego – twierdzi Tosza. Reczek i Dracz będą także prowadzi zajęcia w szkole teatralnej.
Zespół zasili dwójka tegorocznych absolwentów wrocławskiej PWST – Anna Ilczuk i Wojciech Mecwaldowski, będzie od nowego sezonu występować na scenie Teatru Polskiego we Wrocławiu.
- Nie chciałem szukać nowych aktorów poza Wrocławiem, bo ta para to bardzo utalentowani artyści – podkreśla dyrektor Teatru Polskiego.
Oboje zdobyli w tym roku nagrody aktorskiego na festiwalu szkół teatralnych w Łodzi, Anna Ilczuk została także wyróżniona za rolę Dvori w „Zabawach na podwórku” podczas Kaliskich Spotkań Teatralnych.

Autor artykułu: (TW)

Agitacja pod lokalem

Monday, May 24th, 2004

Sąd odrzucił protest w sprawie nieprawidłowości podczas wyborów radnego

Sąd Okręgowy w Jeleniej Górze uznał, że nie ma dowodów handlu głosami oraz dopisywania do list wyborczych osób, które nie miały prawa głosować. Prokuratura jednak nadal bada sprawę. W sądzie leży jeszcze jeden protest, tym razem przeciw niedozwolonej agitacji prowadzonej w dniu głosowania przed lokalem wyborczym.

Sąd postanowił sprawę handlu głosami i dopisywania nieuprawnionych wyborców pozostawić bez dalszego biegu, ponieważ jego zdaniem nie było dowodów przestępstwa. Irena Rzemieniewska, która złożyła protest, zapowiedziała zażalenie na tę decyzję. Jej zdaniem sąd zignorował oświadczenia członka komisji wyborczej, w której na liście wyborców zostały dopisane osoby nieuprawnione oraz oświadczenia osoby, która dostała pieniądze za oddanie głosu na jednego z kandydatów.
– Jestem zaskoczona takim wyrokiem – powiedziała – Przecież kserokopie tych oświadczeń zostały dostarczone sądowi – zapewniła.
W sądzie czeka na rozpatrzenie jeszcze jeden protest dotyczący tych samych wyborów. Złożyli go mieszkańcy budynku położonego naprzeciw lokalu wyborczego. Twierdzą, że wiedzieli, jak przed ludzie wchodzący do lokalu w dniu wyborów namawiani byli do oddawania głosów. Rozprawa w tej sprawie jeszcze się nie odbyła, ponieważ sąd wezwał autorów protestu do uzupełnienia formalnych braków w dokumentach.
Nadal trwa śledztwo w Prokuraturze Rejonowej w Jeleniej Górze w sprawie handlu głosami podczas wyborów. Decyzja sądu o odrzuceniu protestu nie zatrzymała śledztwa, bo sąd nie zakwestionował faktu zakazanego prawem sposobu pozyskiwania głosów, a jedynie uznał, że nie otrzymał na to dowodów.

W miejsce Władysława Witka

Domniemane nieprawidłowości dotyczą wyborów uzupełniających do Rady Miasta w Szklarskiej Porębie. Rozstrzygnięciu sprawy w sądzie towarzyszą silne emocje nie tylko ze względu na problem niedozwolonej agitacji i fałszowania list wyborczych, ale również z uwagi na kontrowersyjne postacie uczestników. Wolne miejsce powstało w radzie, bo zwolnił je radny Władysław Witek, który został oskarżony o prowadzenia samochodu pod wpływem alkoholu. Jeśliby został za to skazany, straciłby mandat z mocy prawa. Po apelach innych radnych Władysław Witek sam zrezygnował. Do ogłoszonych wyborów uzupełniających wystartowała żona radnego, Ewa Witek, i wygrała 8 głosami z Ireną Rzemieniewską.

Autor artykułu: Wojciech Jankowski