Około 500 więźniów Zakładu Karnego w Wołowie od wczoraj nie przyjmuje posiłków. Wśród grupy, która dowodzi protestem znajdują się skazani za morderstwo, gwałt i napad z bronią w ręku. Więzienie w Wołowie należy do najcięższych w kraju.
- Jesteśmy przygotowani do użycia siły. Dyżury pełni większa liczba funkcjonariuszy. – mówi pułkownik Marek Gajos, dyrektor Zakładu Karnego w Wołowie. – Od kilku dni więźniowie gromadzili żywność – głównie chleb i artykuły spożywcze. Nie przyjmują za to posiłków dostarczanych przez administrację zakładu.
W więzieniu znajduje się m.in. oddział, na którym przebywają, odizolowani w jednoosobowych celach, wielokrotni mordercy. Oni nie protestują. Bunt wszczęła grupa około 500 skazanych, którzy sprzeciwiają się przeludnieniu w celach. W zakładzie jest miejsce dla 1041 osób, tymczasem przebywa tam 1476 mężczyzn (około 230 skazanych za zabójstwo). W większości cel pięcioosobowych przebywa po 8 więźniów. Na jednego więźnia przypadają około 2 metry kwadratowe (według polskich powinny być to minimum 3 metry).
- Dziewiątego łóżka nie będzie, bo nie wejdzie. Stu pięćdziesięciu skazanych ma ciężkie warunki, ale nie dramatyczne. We wszystkich jednostkach w Polsce jest przeludnienie – zapewnia Marek Gajos.
Psycholog Marta Darmoros, tłumaczy, że takie warunki mogą wywołać agresję i choroby psychiczne. – Nawet więzień musi egzystować w ludzkich warunkach – stwierdza.
Strażnicy wołowskiego więzienia już w piątek zauważyli napięcie wśród skazanych. Kilkanaście osób puszczało tzw. zastawki (w gwarze więziennej informacje o planowanym proteście).
Wczoraj więźniowie nie przyjęli śniadania (kiełbasa litewska, chleb, masło). W zakładzie natychmiast zaostrzono rygor: wstrzymano odwiedziny, spacery, zamknięto salę gimnastyczną, siłownię, nie odbyły się zajęcia kulturalne. Na gazetce więziennej wywieszono: komunikat o rozpoczętym proteście, który przesłano mediom, zarządzenie dyrektora więzienia wprowadzające ograniczenie, oraz… komentarze z portalu internetowego. Skazani nie zareagowali ani na to, ani na rozmowy z wychowawcami. Nie przyjęli także obiadu (zupa ziemniaczana oraz leczo z ryżem) i kolacji.
- Regulamin zabrania nieprzyjmowania posiłków. Wobec protestujących mogą zostać zastosowane kary: od nagany do 14 dni izolatki – wyjaśnia dyrektor więzienia. – Być może prowodyrów tego protestu będziemy rozwozić do innych zakładów
Protestujący przez cały dzień leżeli na łóżkach. Wielu z nich słuchało relacji z buntu w radiu, oglądało telewizję. Przed bramą więzienia zebrał się tłum dziennikarzy. Zakład był zamknięty, wpuszczano tylko dostawców.
- Co tydzień przywożę tu warzywa. Zawsze rozładowują je więźniowie. Dziś byli pod bardzo dużym nadzorem. Nie widziałem nikogo ze skazanych na spacerze. Była za to większa niż zwykle liczba strażników – powiedział nam Maciej Maraszek, handlowiec.
Na wieżach strażniczych zamiast dwóch, było trzech strażników. Przed więzieniem wystawiono dwa patrole policyjne, które legitymowały każdego, kto choć na chwilkę zatrzymał się przy murach.
- Panujemy nad sytuacją – zapewnił Witold Bandzwołek, zastępca okręgowego dyrektora służb więziennych we Wrocławiu.
Luiza Sałapa, rzeczniczka prasowa Centralnego Zarządu Służby Więziennej, powiedziała nam, że w innych zakładach w Polsce jest spokojnie. – Nigdzie nie wprowadzono podobnych zaostrzeń. Nasi ludzie są jednak wyczuleni. – stwierdziła.
Brakuje miejsc
Na Dolnym Śląsku jest 6 aresztów (Dzierżoniów, Jelenia Góra, Lubań, Świdnica, Wałbrzych, Wrocław) i 8 zakładów karnych (Głogów, Kłodzko, Oleśnica, Strzelin, Wołów, Wrocław nr 1, Wrocław nr 2, Zaręba). Pojemność wszystkich tych zakładów to 6559 miejsc. Tymczasem przebywa w nich 7805 skazanych. W całej Polsce jest 69 tys. miejsc, a odsiaduje wyrok 80,5 tys. osób. Kolejne 30 tysięcy ludzi w naszym kraju oczekuje na karę więzienia.
Ostatnie więzienie w Polsce oddano w 2003 roku w Piotrkowie Trybunalskim (dla 600 osób).
Autor artykułu: Jarosław Sulikowski