Pisma rozesłane, decyzja podjęta. Wojna z komarami rozpoczęta.
- Czy zimą walczymy z komarami? Pan żartuje. Szczury, myszy – to problem. A komary, z tego co wiem, to teraz śpią – mówi dyspozytorka z “Fontisa”, jednej ze spółek zarządzającej kamienicami we Wrocławiu. W urzędzie miejskim patrzą jednak na tę sprawę inaczej.
Faktycznie komary jeszcze się nie obudziły. Ale, jak przekonują specjaliści z wydziału środowiska i rolnictwa UM, to właśnie teraz jest najlepszy moment na ich wytępienie. Bo gdy z pierwszym ociepleniem samice złożą jaja, może być już za późno.
Niszczyć owady w lutym trzeba nie nad wodą, a w mieszkaniach i zamkniętych pomieszczeniach. Dlatego jest to zadanie przede wszystkim dla zarządców kamienic i administracji spółdzielni mieszkaniowych. Przed kilkoma tygodniami urzędnicy z wydziału środowiska wysłali do większości z nich pisma z zaleceniami jak zabijać zimujące, zapłodnione samice.
Owady śpią teraz na sufitach i wysoko na ścianach na wielu strychach, klatkach schodowych czy w piwnicach – wyjaśniają w piśmie urzędnicy. W ramach “zintegrowanych metod walki” należy je eliminować za pomocą odkurzacza, zmiotki i “każdego innego przedmiotu do usuwania z sufitów (…) uśpionych komarów”. Nie trzeba ich nawet od razu pozbawiać życia. Jak tłumaczy Marcin Lisiecki z działu rolnictwa, wystarczy jak sprzątaczka wypłoszy owady z klatki schodowej. Na zimnie same zginą.
Niektórzy zarządcy są mocno przejęci. – Informacji z urzędu jeszcze nie dostałam. Ale rozmawialiśmy już i obiecali, że doślą. Jak pan chce, to dam namiar do firmy, która tępi dla nas gryzonie i inne robactwo – usłyszeliśmy w administracji spółdzielni Energetyk przy ul. Gwareckiej.
- Czasem, ale bardzo rzadko, dostajemy zlecenie na niszczenie komarów zimą. Używamy wtedy głównie środków chemicznych – potwierdza Dariusz Gurdlak, szef firmy deratyzacyjnej.
Inni raczej zachowują spokój. – U nas nikt nie biega z rurą od odkurzacza po klatkach schodowych. Za takie usługi firmy sprzątające żądałyby dodatkowych pieniędzy. A lokatorzy by nas wyśmiali, gdybyśmy ogłosili podwyżki ze względu na walkę z komarami – mówią w “Fontisie”.
Jeszcze inni twierdzą, że ich sprawa nie dotyczy: – U nas nie ma komarów. To bardziej problem zawilgoconych kamienic – uważa Jerzy Kruk, prezes spółdzielni Metalowiec.
Komary, karasie i pieniądze
Odkurzacz i zmiotka to tylko początek tegorocznej walki z komarami. Na wiosnę kolejne oczka wodne w mieście zarybiane będą młodymi owadożernymi karasiami i linami. Potem przyjdzie pora na opryskiwanie parków i pól irygacyjnych z lądu i z powietrza. Przez cały rok miasto wydać ma na walkę z krwiopijcami ponad 185 tys. zł.
Autor artykułu: Krzysztof Kamiński