Archive for January, 2004

Łąka zwana jeziorem

Thursday, January 29th, 2004

Wrocławskie Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji jest nam winne 15 milionów złotych zaległych podatków od nieruchomości – twierdzą władze gminy Św. Katarzyna. To ponad 57 proc. rocznych przychodów gminy. Teraz zażądały zwrotu należności.

MPWiK posiada w użytkowaniu wieczystym 679,6 ha gruntów położonych na terenie gminy Św. Katarzyna. Znajduje się tam m.in. główna siedziba tej wrocławskiej firmy oraz zbiornik retencyjny. Spór toczy się o to, ile pieniędzy spółka powinna płacić gminie za użytkowanie gruntów pod ten zbiornik.

Czy łąka jest jeziorem?

Teoretycznie wysokość opłat wyznacza właściciel terenu w oparciu o odpowiednie ustawy.
– MPWiK płaciło nam według własnego uznania. Tak, jakby użytkowało jezioro, podczas gdy my zażądaliśmy opłat jak za łąki – tłumaczy Jerzy Fitek, wójt Św. Katarzyny.
Przez pięć lat różnica miedzy tym, co naliczyła gmina, a kwotami wpłacanymi na jej konto przez wrocławskie wodociągi, urosła już do ok. 15 mln zł. Dla porównania w ubiegłym roku do budżetu gminy św. Katarzyna wpłynęło 26 mln zł.
Witold Sumisławski, prezes zarządu MPWiK, nie chciał się z nami spotkać. W jego imieniu na nasze pytania odpowiedziała na piśmie rzeczniczka przedsiębiorstwa.
„W niniejszej sprawie obecnie toczy się postępowanie odwoławcze, w toku którego, miejmy nadzieję, zostanie dokonana wykładnia prawna pojęcia , gdyż w ustawie o podatkach i opłatach lokalnych pojęcie to nie zostało zdefiniowane. Zatem, dopóki toczy się postępowanie i nie ma jeszcze decyzji w tej sprawie – MPWiK wstrzymuje się od komentarzy na ww. temat.”
Władze Wrocławia, który jest 100 proc. udziałowcem spółki, przygadają się sprawie z zadziwiającym spokojem.
– Wszystkiemu winne są ustawy, które zostały źle napisane przez posłów. To przez nich interpretacją przepisów muszą się zajmować sądy – mówi Sławomir Najnigier, wiceprezydent Wrocławia odpowiedzialny za infrastrukturę.

Może być drożej

Sprawy w Samorządowym Kolegium Odwoławczym i Naczelnym Sądzie Administracyjnym mogą się ciągnąć nawet przez dwa lata. Wiadomo jednak, że MPWiK nie ma tylu pieniędzy, żeby zapłacić Św. Katarzynie, jeśli sąd przyzna jej rację. Aby spłacić dług, przedsiębiorstwo może obciążyć kosztami nas, klientów – mieszkańców Wrocławia, części Oławy i Brzegu.
Cena za metr sześcienny wody, która od trzech lat wynosi 2,30 zł netto dla gospodarstw domowych oraz 3,30 zł netto dla pozostałych odbiorców, może wzrosnąć nawet o 20 groszy za metr sześcienny.

Ile zużywamy wody?

Szacuje się, że przeciętny wrocławianin zużywa na dobę 135-150 litrów wody. Miesięcznie wynosi to 4-7 m sześc., czyli 4-7 tys. Litrów. Oznacza to, że opłaty za wodę mogą wzrosnąć o 24 do 42 zł miesięcznie na każdego domownika.

Autor artykułu: Bartłomiej Knapik

Niebezpieczny bilans

Thursday, January 29th, 2004

LEGNICA Nasze życie wisi na włosku – alarmują pacjenci oddziału hematologii legnickiego szpitala. Od stycznia brakuje pieniędzy na ich leczenie. Dlatego ordynator zmuszona jest odsyłać pacjentów z kwitkiem. A tydzień czekania na przyjęcie do szpitala to wyrok śmierci dla chorych na ostrą białaczkę.

– Przecież my też chcemy żyć – mówi przez łzy Irena Huzarewicz, która na leczenie do Legnicy przyjeżdża aż z Bogatyni. – To jawny holocaust. Nic, tylko przyjdzie nam umierać.
Jeszcze bardziej rozżalona i zdesperowana jest Anna Hulewicz ze Ścinawy. Jej syn jeździł po wszystkich szpitalach w poszukiwaniu miejsca dla ciężko chorej matki. Kiedy kobieta usłyszała, że w legnickim szpitalu nie ma miejsc z braku pieniędzy, poniosły ją nerwy. Pacjentka, która wpadła w panikę, trafiła jednak na oddział. Ordynator nie była w stanie odmówić jej pomocy.
– Jak mam żyć z taką moralnością? – pyta smutnym głosem Jadwiga Hołojda, ordynator oddziału hematologicznego Wojewódzkiego Szpitala specjalistycznego w Legnicy. – Jestem tu po to, by leczyć. Nie mogę decydować o tym, komu udzielić pomocy, a komu jej odmówić.
Pacjenci Lilianna Kozłowska i Ryszard Chmiel nie wyobrażają sobie, że któregoś dnia nie zostaną przyjęci na oddział. Chwalą opiekę i fachowość pracowników oddziału. Są jednak załamani decyzją o przeprowadzce. Teraz oddział mieści się na trzecim piętrze tzw. małego szpitala. Niebawem ma się przenieść do gmachu głównego.
– Tu mamy intymność. A tam? W molochu nie będzie już tak dobrze – obawiają się pacjenci hematologii.
Leczenie jest tu bardzo kosztowne. W ub. roku ordynator mogła wydawać miesięcznie 186 tys. zł. Od tego roku już tylko 100 tys. zł. Za te pieniądze może leczyć pięciu pacjentów w miesiącu, choć oddział liczy 25 łóżek.
- Boję się, co teraz będzie – mówi ordynator Jadwiga Hołojda. – Od 14 grudnia ubiegłego roku szukam wszędzie pomocy. Wysłałam wiele pism, które pozostają bez odpowiedzi.

Nie ma mowy o likwidacji

Dyrektor szpitala Mirosław Gibek mówi, że przy takim budżecie oddział nie będzie już mógł leczyć chorych z ostrą białaczką. Nie będzie też mógł przyjmować nowych pacjentów. Ich leczenie jest szalenie kosztowne, a placówki na to nie stać. Chorzy obawiają się, że za parę miesięcy oddział zostanie zlikwidowany.
– Nie ma mowy o likwidacji – zapewnia Joanna Mierzwińska, rzeczniczka prasowa dolnośląskiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia. – Nie my ograniczyliśmy budżet legnickiej hematologii, ale dyrektor szpitala. To była jego samodzielna decyzja.
Okazuje się, że NFZ przyznał oddziałowi kontrakt opiewający na niemal 1,7 mln zł i dodatkowo 800 tys. zł m.in. na zakup leków. Według Joanny Mierzwińskiej, dyrektor szpitala z pierwszej puli zabrał hematologii 5 mln zł, a z drugiej 320 tys. zł.
Mirosław Gibek nie zaprzecza.
– Staramy się tak rozdzielać pieniądze, by oddziały się bilansowały – tłumaczył tajemniczo, kiedy pytaliśmy o kryteria podziału pieniędzy.

Autor artykułu: Joanna Michalak

Świetna dwunastka

Wednesday, January 28th, 2004

Nagrody ufundował starosta Jacek Włodyga. Młodzi ludzie otrzymują w dwóch ratach po 1300 złotych.

Żeby dostać stypendium, nie wystarczyła tylko wysoka średnia ocen – co najmniej 4,5. Dwunastu wyróżnionych uczniów musiało wykazać się osiągnięciami w sporcie i konkursach przedmiotowych oraz dobrze się zachowywać.
– Cieszę się z tego stypendium. Pieniądze przeznaczę na ciekawe książki – powiedziała jedna z nagrodzonych uczennic. Laureaci nauce poświęcają sporo czasu, ale nie rezygnują z rozrywek. – Jesteśmy normalni – mówią.
Ze stypendiów ucieszyli się: Adam Bień, Anna Linik, Michał Small i Mirosław Sokół (Zespół Szkół Technicznych i Licealnych w Piechowicach), Justyna Burniak, Bartłomiej Kwiek (Zespół Szkół Licealnych i Mistrzostwa Sportowego w Karpaczu), Krzysztof Kapała, Judyta Wąsik (Zespół Szkół Ogólnokształcących w Kowarach), Marta Koza, Tomasz Pyziak, Celina Szynkiewicz i Anna Wojda (Zespół Szkół Ogólnokształcących i Mistrzostwa Sportowego w Szklarskiej Porębie).

Autor artykułu: (CG)

Poznaj policjanta

Wednesday, January 28th, 2004

– Chcemy dotrzeć do mieszkańców miasta i zdobyć ich zaufanie – mówią dzielnicowi Tadeusz Majerski i Jacek Romanek w lwóweckiej komendy policji. Funkcjonariusze wpadli na oryginalny pomysł: wydrukowali swoje ulotki i roznoszą je po swoich dzielnicach. – To świetny pomysł – mówią ludzie

Pomożemy Ci załatwić wiele spraw. W razie potrzeby – dzwoń – głoszą napisy na ulotkach. Na kartce jest też imię i nazwisko dzielnicowego, telefon oraz jego zdjęcie. Na drugiej stronie wypisane są sprawy, w których można zgłaszać się o pomoc.

Nie ma się kogo bać

Tadeusz Majerski i Jacek Romanek rozdają ulotki napotkanym mieszkańcom w swoich dzielnicach, roznoszą po klatkach schodowych bloków, naklejają na słupy.
– Chcemy w ten sposób przełamać stereotyp – mówi Tadeusz Majerski. – Niektórzy ludzie wciąż kojarzą policjanta z osobą wręczającą mandaty i budzącą postrach. Tymczasem dzielnicowi są łącznikami między policją a mieszkańcami. Dzięki naszej akcji, ludzie przestaną się nas bać – dodaje Jacek Romanek.

Dokupią wizytówki

Rezultaty akcji przeszły najśmielsze oczekiwania. – Mieszkam tu od lat, a nie wiedziałam jak wygląda mój dzielnicowy – mówi starsza kobieta, która otrzymała ulotkę. – Będziemy czuć się bezpieczniej. Nareszcie wiem, do kogo mogę się zwrócić po pomoc – opowiada Kazimiera Gielert z Lwówka.
Pomysł spodobał się także innym dzielnicowym, którzy zamierzają dołączyć do akcji. Inicjatywę chcą wesprzeć także szefowie policji. – Postaramy się znaleźć sponsora na wizytówki dla policjantów – mówi młodszy inspektor Zdzisław Mirecki, zastępca komendanta.

Bezpieczniej na dzielnicy

Akcja trwa od kilku dni. Efekty? – Jesteśmy rozpoznawalni na ulicach. Ludzie podchodzą do nas, rozmawiają – mówią dzielnicowi. – Mam nadzieję, że dzięki temu na naszych dzielnicach zapanuje spokój.

Autor artykułu: Robert Zapora

Bój o książki

Wednesday, January 28th, 2004

KOPANIEC Członkowie Stowarzyszenia Kopaniec i przedstawiciele rady sołeckiej wystosowali do rady i wójta gminy Stara Kamienica stanowisko w sprawie zamknięcia kopanieckiego oddziału gminnej biblioteki.

– Stanowczo sprzeciwiamy się tej decyzji – mówi Piotr Kurowski, prezes stowarzyszenia. Jego zdaniem likwidacja placówki jest bezpodstawna i zapadła po nieobiektywnej opinii, wydanej przez Bibliotekę Grodzką w Jeleniej Górze.
– Gdy wizytowano naszą bibliotekę, trwał remont pomieszczenia, w którym na co dzień są książki. Cały księgozbiór znajdował się w sali gimnastycznej – tłumaczy pan Piotr. Jest pewny, że nieznajomość sytuacji była przyczyną wydania wyroku na bibliotekę.

Autor artykułu: (ZAK)

Funkcjonariusz straci pracę

Wednesday, January 28th, 2004

Wrocław We wtorek nad ranem policja dostała informację, że ulicą Kurzy Targ jedzie kierowca, który najprawdopodobniej jest pod wpływem alkoholu. Patrol zatrzymał poloneza. – Od kierowcy wyraźnie było czuć alkohol, ale odmówił on dmuchania w alkomat – mówi Ryszard Zaremba, rzecznik dolnośląskiej policji.

Szybko okazało się, że kierowca to 37-letni policjant z prewencji z komisariatu Wrocław Fabryczna. Został przewieziony do izby wytrzeźwień, gdzie pobrano mu krew do badań. Wczoraj po południu nie było jeszcze wyniku. Po nocy spędzonej w izbie wytrzeźwień policjant został przesłuchany w jednym z komisariatów. Sprawę nadzoruje Inspektorat komendanta wojewódzkiego. Na razie funkcjonariusz został zawieszony w pełnieniu obowiązków, ale w najbliższym czasie zostanie dyscyplinarnie wyrzucony ze służby. Czeka go też sprawa karna w sądzie.
W ubiegłym roku we Wrocławiu za jazdę po pijanemu pracę straciło pięciu policjantów.

Autor artykułu: (LIC)

Radny staje dziś przed sądem

Wednesday, January 28th, 2004

Dziś ma ruszyć proces Pawła Kocięby-Żabskiego. Samorządowiec oskarżony jest o jazdę po pijanemu i próbę wręczenia łapówki policjantom. W grudniu prokuratorowi nie udało się odczytać aktu oskarżenia.

Paweł Kocięba-Żabski na pierwszej grudniowej rozprawie prosił sąd, by jego proces mógł się rozpocząć innego dnia, bo jak twierdził, nikt oficjalnie nie poinformował go, kiedy ma się stawić w sądzie. Wniosek ten został przyjęty.
- To nie znaczy, że będę przeciągał postępowanie – zapewniał Paweł Kocięba-Żabski, w rozmowie z gazetą. – Zależy mi, by ta przykra sprawa została wyjaśniona jak najszybciej.
Od wyroku zależy polityczna przyszłość radnego. Tylko wyrok uniewinniający pozwoli mu zostać w szeregach PO i powrócić do roli szefa Klubu Obywatelskiego we wrocławskiej radzie miejskiej.
Po nagłośnieniu przez dziennikarzy incydentu, do jakiego doszło w kwietniu 2003 roku, a którego skutkiem jest sprawa karna, Paweł Kocięba-Żabski został zmuszony przez władze PO do zawieszenia swojego członkostwa partii. W ostatnich dniach grudnia zawiesił również swoją funkcję szefa klubu w radzie miejskiej.
Prokuratura oskarża Kociębę-Żabskiego o to, że prowadził auto pod wpływem alkoholu, a następnie próbował przekupić interweniujących policjantów, którzy znaleźli go pijanego w aucie zaparkowanym na trawniku przy ul. Powstańców Śląskich.
Radny potwierdza, że do takiej interwencji faktycznie doszło w dniu kiedy wracał ze spotkania towarzyskiego w klubie Agawa. Zaprzecza jednak, by to on tego dnia prowadził auto. (Kobiecie, która potwierdza tę wersję krzycka prokuratura postawiła zarzut składania fałszywych zeznań). Wypiera się również próby wręczenia łapówki.
Przy okazji tej sprawy okazało się, że Kocięba-Żabski w kwietniu 2003 roku nie miał prawa jazdy, bo stracił je kilka miesięcy wcześniej za prowadzenie pod wpływem alkoholu właśnie. Postępowanie w tej pierwszej sprawie staromiejski sąd warunkowo radnemu umorzył.

Autor artykułu: (IMC)

Mają ich na taśmie

Wednesday, January 28th, 2004

PROCHOWICE – Sfilmowaliśmy wszystkich uczestników blokady – mówi Sławomir Masojć, rzecznik legnickiej policji o poniedziałkowej manifestacji rolników koło Prochowic. – Gdy ustalimy ich personalia, przesłuchamy te osoby, a potem skierujemy sprawy do sądu. Według Masojcia protestujący blokując drogę naruszyli kodeks wykroczeń.

Sfrustrowani hodowcy drobiu i trzody dwukrotnie wstrzymywali ruch na drodze do Wrocławia. Domagali się zniesienia importu mięsa z zagranicy, uruchomienia skupu interwencyjnego po opłacalnych dla producentów cenach. A także uznania blokady za legalną.
Był to pierwszy w tym roku protest rolników na Dolnym Śląsku. Jego organizator Marian Zagórny zapowiedział kolejne akcje.
- To kpina, że blokada była nielegalna – uważa Marian Zagórny. – Protestowaliśmy przez trzy miesiące w ub. roku, w marcu zawiesiliśmy nasze akcje. W listopadzie powiadomiliśmy rząd, że jeżeli problemy rolnictwa nie będą rozwiązywane, to w styczniu znów odwiesimy protest i przystąpimy do blokad. Tak się też stało. Nasza akcja była zapowiedziana, policja o niej wiedziała.

Autor artykułu: (ZYG)

Kontrakt jest dużo za mały

Tuesday, January 27th, 2004

ZGORZELEC Po kilkumiesięcznych przygotowaniach, w szpitalu rusza wreszcie oddział okulistyczny. Po ponad roku starań i walki o kontrakt uroczyste otwarcie zaplanowane jest na koniec stycznia.

Pojawiają się jednak obawy, które wyrażają notabene sami zgorzeleccy lekarze: czy podpisany kontrakt pozwoli na leczenie pacjentów przez cały rok? Na jak długo wystarczy pieniędzy? – pyta radna, lekarz Ryszarda Jankowska-Bury.
– Szpital ma kontrakt na okulistykę na cały rok, ale świadczenia są limitowane i w zasadzie nigdy nie wiadomo, kiedy ten limit się skończy – przyznaje Zofia Barczyk, dyrektor zgorzeleckiego ZOZ-u. – Ale proszę się nie niepokoić. Będziemy kontrolować liczbę wykonywanych zabiegów w skali każdego miesiąca i zrobimy wszystko, żeby zmieścić się w limicie – mówi Z. Barczyk.
Skądinąd wiadomo, że przy obecnym poziomie finansowania zgorzeleckiej okulistyki przez NFZ, zoperowanie wszystkich osób zapisanych na zabiegi może potrwać nawet kilka lat.

Autor artykułu: (KAB)

Akcja pod klubem

Tuesday, January 27th, 2004

Taksówkarza i dwie kobiety zatrzymano w jednym z nocnych lokali w Świdnicy. Mieli przy sobie środki odurzające. To początek antynarkotykowej akcji policji

– Usłyszałam jakiś hałas, wyjrzałam przez okno i zobaczyłam biegnących policjantów – mówi starsza kobieta, która mieszka w kamienicy obok lokalu. – To było do przewidzenia, że tak się skończy. Niczego dobrego o tym klubie nie słyszałam.
Tak dużej akcji już dawno w Świdnicy nie było. W sobotnią noc do znanego nocnego klubu w centrum miasta wtargnęło kilkunastu policjantów w kominiarkach, z bronią. Od dawna funkcjonariusze mieli sygnały, że w lokalu sprzedawane są narkotyki, a niektórzy klienci noszą przy sobie broń. Za zgodą prokuratury policjanci weszli do klubu i skontrolowali przebywające tam osoby. Mieli ze sobą psa wykrywającego narkotyki.
– Kiedy policjanci wchodzili wejściem frontowym i tylnym, z okna wyrzucono pudełko, w którym były narkotyki – mówi Arkadiusz Wojnowski z zespołu prasowego świdnickiej policji. – Wewnątrz było pięć kobiet i znany nam dobrze świdnicki taksówkarz, notowany i karany. Przy nim, oraz przy dwóch kobietach, znaleźliśmy narkotyki.
Policjanci przeszukali także mieszkanie taksówkarza Artura W. Znaleźli w nim m.in. wagę do porcjowania narkotyków oraz woreczki. Były tam także środki odurzające. Mężczyznę zatrzymano, a wraz z nim 20–letnią Małgorzatę J. oraz 28–letnią Annę T. One także miały przy sobie ponad gram narkotyków. Policja zabezpieczyła również samochód należący do taksówkarza.
O tym, że narkotyki można bez problemu kupić w świdnickich nocnych klubach, dyskotekach czy nawet szkołach, dla nikogo nie jest tajemnicą. Policja twierdzi, że będzie takie działania powtarzać, także i w innych lokalach. Kilka lat temu głośna była tego typu akcja w jednym z lokali w Świebodzicach. Wtedy jednak narkotyków przy nikim nie znaleziono.
Za posiadanie narkotyków grożą maksymalnie 3 lata pozbawienia wolności – chyba że w grę chodzi znaczna ich ilość, wtedy nawet 5 lat. Za handel nimi można dostać maksymalnie 10 lat więzienia.

Autor artykułu: Agnieszka Bielawska