Archive for December, 2003

Śmierć w wigilijny wieczór

Saturday, December 27th, 2003

ŚWIDNICA/ZĄBKOWICE ŚLĄSKIE Do najbardziej tragicznego zdarzenia doszło w wigilijny wieczór w Świdnicy. 19-letni Wiesław Ł. poszedł przed uroczystą kolacją do łazienki, by wziąć kąpiel. Po dwudziestu minutach zaniepokojeni domownicy zaczęli dobijać się do drzwi łazienki. Nikt nie otwierał, więc wyważyli je siłą. Niestety, znaleźli martwego już chłopaka w wannie. Prawdopodobnie podtruł się gazem i utopił się.

Wiele wskazuje na to, że przyczyną tej tragedii była wadliwa instalacja pieca gazowego podgrzewającego wodę. Dokładnie będzie to jednak wiadomo dopiero po sekcji zwłok.
– Jestem w szoku – mówiła wczoraj Teresa Małkiewicz, starsza lokatorka z drugiego piętra kamienicy przy ulicy Grodzkiej. Od nas dowiedziała się, że jej sąsiad nie żyje. – Taki młody – żałowała.
Kobieta jest niepełnosprawna. Nie wychodzi z domu. W wigilijny wieczór słyszała hałas na korytarzu, ale do głowy jej nie przyszło, że na czwartym piętrze wydarzyła się tragedia.
Także gazem podtruła się 25-letnia mieszkania Strzegomia. Została odwieziona do szpitala, skąd wczoraj już wyszła.
W wigilijny wieczór w Ząbkowicach Śląskich, około godz. 22 pięcioosobowa rodzina A., w tym dwoje dzieci w wieku 6 i 11 lat, przewieziona została do ząbkowickiego szpitala z objawami zatrucia tlenkiem węgla. Wprawdzie ich życiu nie zagrażało niebezpieczeństwo, ale stan zdrowia, zarówno dorosłych jak i dzieci, wymagał hospitalizacji. Wczoraj przed południem wszystkich członków rodziny wypisano już ze szpitala.
– Prawdopodobnie powodem zatrucia była niedrożność przewodów kominowych – mówi Janusz Handz z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu. Więcej można będzie powiedzieć w poniedziałek.

Autor artykułu: (JAK, MM, MW)

Autostrada na raty

Saturday, December 27th, 2003

WROCŁAW/LEGNICA Przed Wigilią oddano do użytku kilka kilometrów autostrady. Ale na komfort jazdy nową drogą kierowcy muszą poczekać jeszcze dwa lata.

Odcinek o długości 900 m oddano tuż przed świętami na Węźle Bielańskim. Pozwoliło to zlikwidować kłopotliwy objazd dla kierowców jadących od granicy do Katowic i Krakowa. A jednocześnie rozładowało korki tworzące się na trasie z Wrocławia do centrów handlowych w Bielanach.
Drugi, znacznie dłuższy, bo 6-kilometrowy odcinek między Kostomłotami a Kątami Wrocławskimi został oddany do użytku w samą Wigilię.
- W ten sposób ruch po nowej nawierzchni (jezdnia południowa) odbywa się z Legnicy do Wrocławia na długości 29 kilometrów. Przygotowano do oddania kolejne 9 kilometrów drogi. Pozostało jedynie malowanie jezdni i niewielka liczba barier do wykonania. Jednak o terminie zdecydują warunki atmosferyczne. Jeżeli będą korzystne, to odcinek oddamy w pierwszych dniach stycznia – mówi Lubomir Gliniecki, dyrektor wrocławskiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg i Autostrad.
Potem zostanie do wykończenia jeszcze 12 km betonowej jezdni. Zajmie to kilka tygodni.
- Ale trudno twierdzić, że autostradą będzie już łatwiej jeździć. Rozpoczęliśmy bowiem rozbiórkę siedmiu mostów na jezdni północnej. I niestety, jezdnia południowa będzie fragmentami dwukierunkowa – dodaje dyr. Gliniecki.
Kiedy więc odczujemy efekt tej inwestycji? – Robimy wszystko, żeby kierowcy mogli dwoma pasami nowej autostrady spokojnie przejechać z Legnicy do Wrocławia i dalej do Krakowa na Boże Narodzenie 2005 roku. To jest realne – deklaruje dyrektor.

Autor artykułu: (CH)

Winda dla Kacpra

Saturday, December 27th, 2003

Młodzież z jeleniogórskiego „Chemika” zbiera pieniądze dla sparaliżowanego kolegi. – Kacper mieszka na pierwszym piętrze. Chcemy ułatwić mu kontakt ze światem, ale do tego potrzebna jest winda – mówią jego koledzy. To jedna z wielu akcji charytatywnych szkoły.

W Zespole Szkół Ogólnokształcących i Zawodowych im. J. Śniadeckiego w Jeleniej Górze rozpoczęła się akcja zbierania pieniędzy na pomoc dla Kacpra Jaczuna.
Trzy lata temu, kiedy chłopak był w pierwszej klasie liceum, miał poważny wypadek. W czasie spaceru jego pies nagle wyskoczył na tory, wprost pod nadjeżdżający pociąg. Kacper próbował go ratować i został uderzony w głowę schodkami wagonu.
Nieprzytomny trafił do szpitala, gdzie przez jakiś czas przebywał w stanie śpiączki. Później przechodził długą rekonwalescencję. Po wypadku okazało się, że chłopak nie może chodzić.
Kacper, po długiej przerwie, dopiero od niedawna zaczął naukę w liceum dla dorosłych. Nauczyciele przychodzą do niego do domu. Uczniowie z klasy, z którymi chodził wcześniej do szkoły, rozpoczęli zbiórkę pieniędzy, aby dofinansować zakup windy do domu kolegi.
Urządzenie będzie kosztowało ponad 100 tys. zł, z czego 7 tys. zł muszą wyłożyć rodzice chłopaka. Uczniowie chcą im w tym pomóc. Na szkolnym korytarzu sprzedawali słodkości własnej produkcji. – Kacper mieszka na pierwszym piętrze. Chcemy ułatwić mu kontakt ze światem, ale do tego potrzebna jest winda – mówią.
Uczniowie popularnego „Chemika” prowadzą też inne akcje, z których dochód przeznaczony jest na pomoc potrzebującym. Podczas tradycyjnego kiermaszu ciast własnego wypieku, organizowanego przed świętami Bożego Narodzenia, zbierają pieniądze dla najuboższych kolegów. – Wielu uczniów nie stać nawet na bilety miesięczne. Takie wsparcie jest bardzo potrzebne i praktyczne – mówią.

Autor artykułu: Mariusz Junik

Pieniądze są, ale na papierze

Monday, December 22nd, 2003

Mimo że sąd wydał wyrok, ZUS zwleka z wypłatą świadczeń z funduszu alimentacyjnego

Ośmioletni Maksymilian od kilku miesięcy jest z mamą w Stanach. Babcia, Barbara Wodnicka bezskutecznie walczy z ZUS o alimenty dla wnuka, który niedługo wraca do Wrocławia.

Joanna Kurnicka wyjechała wraz z synem do rodziny w USA w trakcie sprawy o alimenty na rzecz chłopca. Wyjeżdżając pozostawiła swojej mamie i koleżance pełnomocnictwa do reprezentowania jej w koniecznych sprawach, zezwoliła na odbieranie korespondencji i innych dokumentów.
Wyrok, przyznający chłopcu alimenty, zapadł w sierpniu tego roku, kilka miesięcy po wyjeździe do Stanów. Sędzia uznał, że małoletni Maksymilian powinien otrzymywać 500 złotych miesięcznie począwszy od kwietnia 2002 roku.
- To jest drugi wyrok w sprawie alimentów. Po raz pierwszy sąd przyznał wnuczkowi alimenty w wysokości 400 zł miesięcznie na rozprawie rozwodowej córki w 2002 roku – twierdzi babcia. – Ale zięć od początku jest niewypłacalny. Nie łoży na syna. Ma duże zaległości.
Jeżeli rodzic nie jest w stanie płacić alimentów (komornik stwierdza całkowitą lub częściową bezskuteczność egzekucji zasądzonych pieniędzy), Zakład Ubezpieczeń Społecznych ma obowiązek wydać decyzję o prawach do świadczeń z funduszu alimentacyjnego. I tu zaczęły się schody.
- ZUS nie wydaje decyzji, nie płaci i nie odpowiada na moje pisma – opowiada Barbara Wodnicka. – Kiedy rozmawiałam z naczelnikiem w ZUS usłyszałam tylko, że dziecka nie ma w kraju, więc nie będą płacić. Ale przecież i córka, i wnuczek są tu na stałe zameldowani. Tu mają swoje rzeczy, ubrania, zabawki, meble. Czasowo przebywają za granicą u rodziny, córce niedługo kończy się urlop dziekański, jaki sobie wzięła na wyjazd. Wrócą tu.
Bogumiła Ważna, naczelnik Wydziału Alimentów we wrocławskim ZUS, zapewnia, że pani Kurnicka otrzyma wszystko, co jej się należy. A w tej sprawie ZUS nie przekroczył żadnych terminów. – Decyzja już jest. Powinna ją otrzymać w ciągu 10 dni. Po decyzji będą pieniądze – twierdzi Bogumiła Ważna.

Autor artykułu: Elżbieta Guzowska

Bijatyka w Polkowicach

Monday, December 22nd, 2003

Nieudany weekend koszykarek CCC. Aquapark – Polfa 63:68

Nie było pierwszego zwycięstwa CCC Aquaparku w oficjalnych spotkaniach z Polfą. Była za to bijatyka i sędziowski kabaret.

W sobotę burmistrz Polkowic Emilian Stańczyszyn zmienił stan cywilny i – jak potwierdził prezes koszykarskiego klubu Krzysztof Korsak – najlepszym prezentem miało być dla szefa samorządu ligowe zwycięstwo nad Polfą . Życie bywa jednak brutalne. Zwycięstwa nie było, a był za to wielki skandal. Po meczu lżono arbitrom, grożono koszykarkom z Pabianic i trenerowi Trześniewskiemu, a na koniec doszło do bijatyki między kibicami. Zawiodły służby ochroniarskie, a sytuacja wymknęła się spod jakiejkolwiek kontroli i niewiele brakowało aby spanikowany tłum tratował się nawzajem tłocząc się do jedynego wyjścia, gdzie akurat okładali się pięściami chuligani… Teresa Swędrowska, będąca komisarzem zawodów, nie kryła swojego przerażenia tym, co zdarzyło się po meczu.
W 3 minucie polkowiczanki prowadziły 7:5, minutę później 11:7, ale zaraz potem pabianiczanki doprowadziły do remisu 11:11.Po osobistym Jaroszewicz Polfa objęła na krótko prowadzenie. Oba zespoły grały agresywnie w obronie zmuszając rywalki do wielu błędów . CCC Aquapark w trakcie pierwszej kwarty usiłował zmienić styl rozgrywania akcji, ale i tak duet Koryzna -Waligórska pozostawał w cieniu Wlaźlak. – Zagrałam słabiej i mam świadomość, że w jakimś stopniu było to powodem naszej porażki – krytycznie przyznała po meczu Edyta Koryzna.
W 7 minucie na tablicy wyników widniał rezultat 14:14, a potem pięć punktów zdobyła Agnieszka Pałka robiąc miejscowym kibicom apetyt na historyczne, pierwsze ligowe zwycięstwo nad Polfą.
Drugą kwartę polkowiczanki rozpoczęły więcej niż obiecująco. Punkty Nowackiej i Koryzny sprawiły, że momentalnie zrobiło się 23:16, a w 17 minucie przewaga CCC Aquaparku wynosiła już 11 punktów. Tuż przed przerwą podopieczne Wojciecha Spisackiego roztrwoniły przewagę popełniając kardynalne błędy i fatalnie pudłując. Inna sprawa iż obrona Polfy z minuty na minutę stawała się coraz bardziej perfekcyjna a pod koszem królował Trześniewska i Libcova. Przewaga raptem 1 punktu nie zwiastowało nic dobrego. Po przerwie pabianiczanki chwilę jeszcze się pomęczyły z Polkowicami a po rzucie za 3 punkty Sylwii Wlaźlak dającej gościom prowadzenie 48:47 nastąpiło systematyczne powiększanie przewagi Polfy. Kiedy na początku IV kwarty Lamparska oddała celny rzut za 3 punkty i prowadzenie gości wynosiło 12 punktów wydawało się, że jest już po meczu…
Jednak polkowiczanki poderwały się do heroicznej walki odrabiając straty. Znakomicie w obronie grała Justyna Kłosińska, a w ataku Anna Marczewska. Strata do Polfy zmalała szybko do 5 „oczek”, potem do czterech, a na 90 sekund przed końcową syreną było 61:64. Wówczas to arbitrzy wydali kilka decyzji wyraźnie krzywdzących polkowiczanki. Zdenerwowany trener Spisacki w amoku rzucił swoja marynarkę na parkiet za co polkowiczanki zostały ukarane dodatkowymi rzutami osobistymi , a Piestrzyńska rzuciła czterokrotnie celnie do kosza zapewniając Polfie zwycięstwo.
- Polfa była zespołem minimalnie lepszym – powiedział Wojciech Spisacki. – Niepotrzebnie jednak w końcówce meczu sędziowie doprowadzili do takiego kabaretu. Moja drużyna zagrała bardzo nerwowo, a pewnym usprawiedliwieniem jest to, iż w piątek zmarł ojciec jednej z zawodniczek. I nie tylko ona była psychicznie rozbita.

Głowy w piasek ?

Po prostu się bałem – powiedział trener Mirosław Trześniewski.- Grożono mi pobiciem, utratą życia itp. Musicie pomyśleć o profesjonalnym zabezpieczaniu meczów.
Prowadzący konferencję przeprosił trenera gości za incydenty, ale i jemu „szczeka opadła”, kiedy szkoleniowiec Polfy zdradził iż tymi, którzy mu grozili byli… klubowi porządkowi. Padł mit miłych i spokojnych Polkowic. Sportowy bandytyzm obnażył prowizoryczność i amatorszczyznę włodarzy klubu CCC Aquaaprk. Kiedy są sukcesy, na konferencje przybywają członkowie zarządu. Kiedy dzieje się źle przepraszać musi de facto spiker meczu. Nikt nie zadbał , aby chronić sędziów schodzący z parkietu i to cud, że nikomu nie przyszło do głowy, by ich uderzyć. Na parkiet weszło mnóstwo zdenerwowanych kibiców. Nikt nie panował nad sytuacją. Po meczu czynne jest tylko jedno wąskie wyjście. I tam doszło do bijatyki kibiców. Bijących usiłował bezskutecznie rozdzielać jeden ochroniarz. Gdyby wybuchła panika tłum zadeptywałby się na śmierć. Ciekawe kto pod względem bezpieczeństwa zweryfikował polkowicką halę dopuszczoną do imprez masowych ?
Za kilkanaście dni ma powstać sportowa, koszykarska spółka akcyjna „Orzeł” Polkowice. Nie jest to najlepszy moment. Jan P. szef sponsorującego koszykarki Aquaparku, ma kłopoty z wymiarem sprawiedliwości. Radny Kulczycki ma zastrzeżenia co do wydatkowania pieniędzy w klubie, a na dodatek wyszedł na jaw brak profesjonalizmu polkowickich działaczy i amatorszczyzna służb porządkowych. Wypada mieć jedynie nadzieje, że na przyjęciu weselnym burmistrza Stańczyszyna było spokojniej, bezpieczniej i profesjonalnie.

Autor artykułu: Zbigniew Jakubowski

Pożegnanie wśród gwiazd

Monday, December 22nd, 2003

Radosław Czerniak i Mirosław Kabała oficjalnie zakończą dziś kariery zawodników

Trenerzy Turowa Zgorzelce: Radosław Czerniak i Mirosław Kabała zawieszą koszykarskie buty na kołku. Dzisiejszym meczem Turowa z Gwiazdami Polskiej Ligi Koszykówki (godz. 17.00) oficjalnie zakończą przygodę z koszykówką w roli zawodników. W Zgorzelcu zagrają m.in. Maciej Zieliński, Dominik Tomczyk i Adam Wójcik.

– Chcieliśmy godnie pożegnać naszych czołowych zawodników, a dziś trenerów, stąd pomysł na zorganizowanie takiego meczu – przyznaje Roman Mazur z zarządu Turowa. – Chcieliśmy w ten sposób zrobić miły prezent tym dwóm niezwykle ważnym dla koszykówki w Zgorzelcu ludziom oraz naszym kibicom.
Dziś o godz. 17.00 w hali przy ul. Maratońskiej w Zgorzelcu Radosław Czerniak i Mirosław Kabała po raz ostatni wybiegną na parkiet. W której drużynie?
– Oczywiście w All Stars – śmieje się Mirosław Kabała.
– Przecież bez nas nie poradziliby sobie – dodaje ze śmiechem Radosław Czerniak.
Czy to znaczy, że osierocony brakiem trenerów Turów będzie musiał im ustąpić pola na parkiecie?
– Ten mecz to tylko zabawa, podczas której będziemy chcieli pokazać widzom dobrą koszykówkę. Turów zagra w najsilniejszym na ten moment składzie, z debiutującym u nas Mirosławem Łopatką włącznie. Drużynę zgorzelecką poprowadzą trenerzy Rafał Kalwasiński i Jarosław Jęchorek – dodaje Mirosław Kabała.
Lista gości zaproszonych do zespołu gwiazd jest imponującą. Trenerzy Wojciech Krajewski i Takis Kanculis będą mieli do dyspozycji, u boku bohaterów wieczoru: Adama Wójcika, Macieja Zielińskiego, Dominika Tomczyka, Roberta Kościuka, Dariusza Parzeńskiego, Jerzego Binkowskiego, Jerzego Kołodziejczaka, Jacka Bukiela, Piotra Pawlaka, Romana Rutkowskiego oraz Igora Griszczuka.
– To dla nas wielkie wyróżnienie i zaszczyt, bowiem wielu bardziej uznanych zawodników nie miało takiego pożegnania – mówi wzruszony Mirosław Kabała.
– na pewno niejednemu z nas łza zakręci się w oku – dodaje Radosław Czerniak.

Autor artykułu: Robert Radczak

Folk w centrum Wrocławia

Monday, December 22nd, 2003

Górale grali na balkonie

Nie tylko niska temperatura była w sobotę wieczorem powodem, dla którego zgromadzeni na pl. Solnym wrocławianie raźno przytupywali nogami.

W ramach ostatniego koncertu tegorocznego Festiwalu Wyszehradzkiego, po południu na balkonie Starej Giełdy rozpoczęło się folkowe kolędowanie. Najpierw kilka metrów nad głowami kilkudziesięciu słuchaczy rozległy się stonowane dźwięki czeskiego Tomas Kocek Orchestr, który zagrał świąteczne piosenki z obu stron Beskidów. Potem kilka kolęd zaśpiewały dzieci m.in. ze Stanów Zjednoczonych, Ameryki Południowej i Meksyku, a po nich na balkonowej scenie pojawiły się Trebunie Tutki. Muzykalna rodzina, oprócz wykonania tradycyjnych przyśpiewek, uraczyła zebranych na Solnym wrocławian garścią opowieści o góralskich zwyczajach świątecznych.

Autor artykułu: (MR)

Kolędy w rytmie rumby

Monday, December 22nd, 2003

Rozmowa z Włodzimierzem Szomańskim

- Wrocławscy Spirituelsi kolędują niemal etatowo. Wczoraj kolędowaliście we Wrocławiu, a za kilka dni w TV zaśpiewacie kolędy z różnych stron świata. Które są najbardziej oryginalne?

- Kolędy prawosławne: piękne, o ogromnej dozie liryzmu, a jednocześnie radości. Przedstawimy także dwie współczesne kolędy argentyńskie – jedna jest bardzo taneczna, o charakterze niemal rumbowym, a druga natchniona, ale i pełna radości.

- Skąd się wzięły kolędy?

- Ich początki sięgają XIII wieku, kiedy franciszkanie zaczynali budować szopki i tworzyć misteria, które opowiadały o narodzeniu Jezusa. Przy okazji powstawały pieśni, najpierw łacińskie, potem z tekstami w językach narodowych. Najstarsza polska kolęda – “Anioł pasterzom mówił”, pochodzi z XV wieku . Dawniej rzadko spisywano tekst i muzykę, kolędy były przekazywane za pokolenia na pokolenia. Dlatego niekiedy pojawiają się najróżniejsze wersje tej samej kolędy czy pastorałki. Co ciekawe, to Polacy mają największą ilość kolęd, mogą się z nami równać tylko Irlandczycy.

- Jakie są różnice między kolędą a pastorałką?

- Niewielkie. W warstwie muzycznej pastorałek pojawiają się wpływy muzyki ludowej. Podobnie z tekstami, w których obecne są elementy ludowej obyczajowości.

- Kolędy opowiadają o radosnym wydarzeniu, ale są raczej smutne.

- Ja bym powiedział: podniosłe. Ich źródła tkwią w łacińskim chorale gregoriańskim i chorale ewagelickim, które miały charakter podniosły, hymniczny. To nie znaczy, że nie ma kolęd wesołych, a już pastorałki z założenia są bardzo dowcipne, albo osadzone na żywiołowych tańcach narodowych: mazurach i oberkach. Mają w sobie dużo radości, zabawy. My na przykład śpiewamy “A ty Bartoszu śpisz”, to pastorałka która ma wybitnie oberkowy charakter.

- Czy Pan z rodziną kolęduje przy stole?

- Oczywiście, cała rodzina ma wykształcenie muzyczne także śpiewamy na cztery gardła. Wykorzystujemy fishamronię, albo fortepian czy skrzypce. Śpiewamy wszystkie znane kolędzioły, ale po swojemu, nie tradycyjnie, zawsze pojawi się element swingu albo improwizacji. Nie puszczamy nagrań, wolimy sami śpiewać.

Włodzimierz Szomański, muzyk, kompozytor, założyciel i lider zespołu wokalnego Spirituals Singers Band. Regionalna TVP 3 pokaże 25 grudnia o godz. 15 koncert zespołu złożony z kolęd i pastorałek z różnych stron świata.

Autor artykułu: rozmawiał Tomasz Wysocki

Wystawy na koniec roku

Monday, December 22nd, 2003

Kruche rzeźby i trawy we mgle

Dwie wystawy: “Szkło użytkowe i obiekty szklane” Grzegorza Staniszewskiego i “Ogrody japońskie w fotografii Małgorzaty Wołodźko” otwarto we wrocławskiej galerii BWA Design.

Staniszewski, absolwent wrocławskiej ASP, pokazał kilkanaście obiektów. Zdecydowana większość z nich to prace o charakterze rzeźbiarskim, wykonane z różnych rodzajów szkła, często łączonych z ceramiką, dającą kruchemu tworzywu mocniejszą podstawę.
Druga sala zazieleniła się od fotografii Małgorzaty Wołodźko, wykonanych w ogrodach japońskich w Kioto. Autorka wystawy jest architektem krajobrazu i zajmuje się projektowaniem podobnych ogrodów w Polsce. Fotografiom towarzyszą japońskie lampiony, papierowe origami, jest też imponujące, czerwono-złote kimono. “Trawy we mgle/ bezgłośnie płynie strumyk/ czy zmierzch wiosenny” – czytamy w jednym z haiku umieszczonych pod sufitem. Doskonała kompozycja, lapidarna forma, małe dzieło sztuki – tak można opisać i japoński wiersz, i piękny ogród w Kyoto.
* Obie wystawy w galerii przy ulicy Świdnickiej we Wrocławiu będą czynne do 18 stycznia 2004 roku

Autor artykułu: (MAGA)

Czują się oszukani

Monday, December 22nd, 2003

ŚWIEBODZICE Niektórzy lokatorzy mają zastrzeżenia do nowego sposobu rozliczania kosztów zużytego ciepła.

- Oszczędzałam, siedziałam w swetrze w domu i marzłam, a dostałam do zwrotu połowę kwoty, której się spodziewałam! – denerwuje się pani Teresa Jurzak z osiedla Piastowskiego w Świebodzicach. Rozczarowanych nową metodą rozliczania ciepła jest więcej. – Na efekty trzeba poczekać – uspokaja spółdzielnia.

Podzielniki ciepła na osiedlu Piastowskim zamontowano dwa lata temu, są także na osiedlu Sudeckim. Zainstalowano je na kaloryferach. W zależności od ich nagrzania pokazują zużycie ciepła (na skali ubywa kresek). Jeśli lokator chce mieć cieplej, odkręca je i wtedy zużywa więcej jednostek. Ale jeśli chce oszczędzać, przykręca kaloryfery i ma chłodniej, ale za to może liczyć na większy zwrot pieniędzy. Lokatorzy płacą za ogrzewanie w czynszu, a na koniec roku podzielniki są odczytywane i na ich podstawie mieszkańcy dostają albo zwrot pieniędzy, albo muszą dopłacić. I tu się zaczęły problemy.

- Oszczędzałam cały rok, w mieszkaniu było zimno, ale się człowiek cieplej ubierał, bo chciał zaoszczędzić – mówi pani Teresa Jurzak. – Za ogrzewanie płacę 2.270 złotych za cały rok. Liczyłam, że przy takich oszczędnościach i prawie ciągle zakręconym kaloryferze w kuchni, dostanę ponad połowę tej kwoty do zwrotu. Tymczasem dostałam 700 zł. Świadomie zdecydowałam się na oszczędzanie, bo liczyłam, że to odczuję finansowo. A tu się okazało, że mogłam bardziej odkręcać kaloryfery i bym wyszła na tym wszystkim podobnie! Czuję się oszukana przez spółdzielnię, zresztą nie tylko ja, bo większość sąsiadów ma takie same odczucia.

Spółdzielnia Mieszkaniowa w Świebodzicach zapewnia, że nikogo nie oszukuje, a lokatorzy zapominają, że w 2002 roku była podwyżka opłat za dostarczone ciepło.

- Ceny wzrosły w 2002 r. o ok. 25 proc., niestety lokatorzy tego nie biorą pod uwagę przy swoich obliczeniach – mówi Paweł Kaczmarek, specjalista ds. ciepłownictwa w spółdzielni. – Żeby uzyskać duże oszczędności, trzeba intensywnie oszczędzać, ale i to jest właściwie możliwe tylko do pewnego momentu. Nasi lokatorzy też nie pamiętają o tym, że cena ciepła składa się z dwóch części: stałej, na którą lokator nie ma wpływu i zmiennej – czyli możemy zaoszczędzić tylko na tej drugiej części. Poza tym podzielniki mamy dopiero drugi rok, tak naprawdę efekty oszczędzania to jest kolejne 10 procent więcej każdego roku, więc trzeba trochę poczekać.

Ale lokatorów nie do końca przekonuje takie tłumaczenie.
- Kiedy prosiłam o wyjaśnienia, spółdzielnia nawet nie odpowiedziała na moje pismo – mówi pani Jurzak. – A teraz wyszło, że niepotrzebnie siedziałam w zimnie, bo i tak bym wyszła na tym wszystkim podobnie. Więc po co ten cały system?

Autor artykułu: Agnieszka Bielawska